Po 30 latach koniec budowy kościoła przy Grzybowskiej
29.12.2011
, aktualizacja: 29.12.2011 15:53
Jednym przypomina operę w Sydney, innymi kielich tulipana. Jest różnie oceniana, ale jej projektant cieszy się, że budowla budzi emocje wśród wiernych i przechodniów. Oficjalnie zakończyła się 30-letnia budowa kościoła pw. Matki Bożej Królowej Świata przy ul. Grzybowskiej
ZOBACZ TAKŻE
- Podsumowanie 2011 roku. Co na plus, a co na minus (29-12-11, 17:36)
- Miejskie iluminacje. W świetlnej rywalizacji (29-12-11, 13:31)
- Radomskie inwestycje. List do prezesa Poczty Polskiej (29-12-11, 12:02)
- Inwestycje. W budynku dworca PKP montaż instalacji (23-12-11, 16:47)
- Rycerzom Bogurodzicy park, a strażakom muzeum (02-01-12, 10:00)
- Inwestycje. Finał remontu kamienicy przy Rynku 3 (12-12-11, 16:25)
- Inwestycje. Te drogi powstaną w pierwszej kolejności (28-11-11, 15:47)
- W budżecie skromne inwestycje, ale duży deficyt (15-11-11, 17:50)
Biskup Henryk Tomasik dokonał konsekracji świątyni pw. Matki Bożej Królowej Świata przy ul. Grzybowskiej. Tym samym oficjalnie zakończyła się jej budowa.
Ks. Ryszard Grzybowski, który rozpoczął realizację projektu, podczas uroczystości nie ukrywał, że łatwo nie było. - Działo się to z wielkim trudem, poświęceniem i ofiarą, zwłaszcza że nie były to czasy sprzyjające. Jednak dzięki Bożej Opatrzności oraz bardzo wielu ludziom dobrej woli po 30 latach wytężonej pracy, modlitwy i cierpienia możemy dziś cieszyć się z dokonanego dzieła - mówił.
Przez 30 lat budowę prowadziło kilku kolejnych proboszczów: Ryszard Grzybowski, Tadeusz Pakuła, Józef Mroczek, Adam Maj, Mirosław Prasek i obecny Piotr Karasek. Niestety, ze względu na wizyty duszpasterskie nie udało się nam z nim spotkać osobiście, aby opowiedział nam o ukończonym właśnie kościele.
Na rozmowę zgodził się zaś architekt Wojciech Gęsiak, który wraz z Wojciechem Fałatem był autorem projektu. Wedle ich koncepcji świątynia miała nawiązywać do stylu gotyckiego, który charakteryzował się strzelistymi i ogromnymi obiektami sakralnymi, ale we współczesnym wydaniu. Wielu budynek przypomina kielich tulipana, ale nie było to założeniem projektantów. W zastosowanych rozwiązaniach, czyli wykorzystaniu tzw. łupin, bliżej im było raczej do słynnej opery w Sydney. Skąd jednak czerpali inspiracje?
- O pomysł nie było trudno. Wówczas zaczęła działać "Solidarność", w której sam działałem, wszyscy byliśmy młodzi i myśleliśmy, że już za chwilę odzyskamy wolność. Forma nawiązywała do klimatu, który wtedy panował w kraju - wspomina Gęsiak. - Wtedy też były inne czasy, można się było skupić na estetyce, stronie technicznej. Teraz więcej czasu zajmują formalności administracyjne - dodaje.
Świątynia zaprojektowana została na planie koła o średnicy 42 metrów, ma dwa poziomy. Dolny, w którym przez wiele lat odbywały się msze, przewidziany został na salę audiowizualną. Górna część o powierzchni ponad 1,5 tys. m kw. z trzema antresolami związana jest z czterema żelbetowymi łupinami, z których dwie są symetryczne, jedna średnia, a najwyższa z krzyżem stoi nad prezbiterium.
Nad centralną częścią znajduje się stalowy dach w formie gotyckiego sklepienia, oparty na konstrukcji żelbetowej. Między nim a łupinami są świetliki, które wraz z witrażem wypełniają wnętrze naturalnym światłem.
Wojciech Gęsiak nie uważa, że budowa trwała wyjątkowo długo, bo tego typu obiekty powstają czasem nawet sto lat.
- Obiekty użyteczności publicznej czy komercyjne mają konkretny budżet i mogą być gotowe w kilka lat. W przypadku świątyń buduje się za to, co uda się uzbierać - tłumaczy architekt.
Świątynia pw. Matki Bożej Królowej Świata od wielu lat budzi wśród radomian kontrowersje. Jedni doceniają jej urodę, innym bryła kościoła się nie podoba. Sam projektant cieszy się, że wzbudza jakiekolwiek emocje, bo najgorsze, co może się zdarzyć, to obojętność.
- W tygodniku "Polityka" kościół ten znalazł się wśród 10 najpiękniejszych powstałych w ostatnich latach. Oceną zajmowali się fachowcy, więc myślę, że jest ona obiektywna - mówi Gęsiak. - Trzeba pamiętać też, że kościoły są dla ludzi i nie może to być tylko fantastyczne dzieło architektoniczne. Musi panować w nim odpowiedni klimat sprzyjający wiernym - dodaje.
Trochę historii
Księża filipini, zwani inaczej oratorianami, do Radomia przybyli z Tarnowa w 1959 r. Pierwszym miejscem kultu była mała kapliczka przy ul. Siennej. Duszpasterstwo przy kaplicy otrzymało status wikariatu eksponowanego parafii Opieki Najświętszej Maryi Panny.
Jej pierwszym rektorem był ks. Mieczysław Stebart, pracujący obecnie w Tarnowie, jeden z najstarszych filipinów w Polsce. Przez wiele lat trwały starania o plac pod budowę kościoła i pozwolenie na erygowanie parafii.
Pozwolenie na budowę świątyni u zbiegu ulic Zbrowskiego, Katowickiej i Grzybowskiej otrzymali dopiero w listopadzie 1980 r. Dwa lata później bp Stanisław Sygnet poświęcił plac pod budowę. Po trzech latach odprawiano już mszę w dolnej części, ale do 1999 r. wierni musieli czekać, aby po raz pierwszy przenieść się do górnej części.
Ks. Ryszard Grzybowski, który rozpoczął realizację projektu, podczas uroczystości nie ukrywał, że łatwo nie było. - Działo się to z wielkim trudem, poświęceniem i ofiarą, zwłaszcza że nie były to czasy sprzyjające. Jednak dzięki Bożej Opatrzności oraz bardzo wielu ludziom dobrej woli po 30 latach wytężonej pracy, modlitwy i cierpienia możemy dziś cieszyć się z dokonanego dzieła - mówił.
Przez 30 lat budowę prowadziło kilku kolejnych proboszczów: Ryszard Grzybowski, Tadeusz Pakuła, Józef Mroczek, Adam Maj, Mirosław Prasek i obecny Piotr Karasek. Niestety, ze względu na wizyty duszpasterskie nie udało się nam z nim spotkać osobiście, aby opowiedział nam o ukończonym właśnie kościele.
Na rozmowę zgodził się zaś architekt Wojciech Gęsiak, który wraz z Wojciechem Fałatem był autorem projektu. Wedle ich koncepcji świątynia miała nawiązywać do stylu gotyckiego, który charakteryzował się strzelistymi i ogromnymi obiektami sakralnymi, ale we współczesnym wydaniu. Wielu budynek przypomina kielich tulipana, ale nie było to założeniem projektantów. W zastosowanych rozwiązaniach, czyli wykorzystaniu tzw. łupin, bliżej im było raczej do słynnej opery w Sydney. Skąd jednak czerpali inspiracje?
- O pomysł nie było trudno. Wówczas zaczęła działać "Solidarność", w której sam działałem, wszyscy byliśmy młodzi i myśleliśmy, że już za chwilę odzyskamy wolność. Forma nawiązywała do klimatu, który wtedy panował w kraju - wspomina Gęsiak. - Wtedy też były inne czasy, można się było skupić na estetyce, stronie technicznej. Teraz więcej czasu zajmują formalności administracyjne - dodaje.
Świątynia zaprojektowana została na planie koła o średnicy 42 metrów, ma dwa poziomy. Dolny, w którym przez wiele lat odbywały się msze, przewidziany został na salę audiowizualną. Górna część o powierzchni ponad 1,5 tys. m kw. z trzema antresolami związana jest z czterema żelbetowymi łupinami, z których dwie są symetryczne, jedna średnia, a najwyższa z krzyżem stoi nad prezbiterium.
Nad centralną częścią znajduje się stalowy dach w formie gotyckiego sklepienia, oparty na konstrukcji żelbetowej. Między nim a łupinami są świetliki, które wraz z witrażem wypełniają wnętrze naturalnym światłem.
Wojciech Gęsiak nie uważa, że budowa trwała wyjątkowo długo, bo tego typu obiekty powstają czasem nawet sto lat.
- Obiekty użyteczności publicznej czy komercyjne mają konkretny budżet i mogą być gotowe w kilka lat. W przypadku świątyń buduje się za to, co uda się uzbierać - tłumaczy architekt.
Świątynia pw. Matki Bożej Królowej Świata od wielu lat budzi wśród radomian kontrowersje. Jedni doceniają jej urodę, innym bryła kościoła się nie podoba. Sam projektant cieszy się, że wzbudza jakiekolwiek emocje, bo najgorsze, co może się zdarzyć, to obojętność.
- W tygodniku "Polityka" kościół ten znalazł się wśród 10 najpiękniejszych powstałych w ostatnich latach. Oceną zajmowali się fachowcy, więc myślę, że jest ona obiektywna - mówi Gęsiak. - Trzeba pamiętać też, że kościoły są dla ludzi i nie może to być tylko fantastyczne dzieło architektoniczne. Musi panować w nim odpowiedni klimat sprzyjający wiernym - dodaje.
Trochę historii
Księża filipini, zwani inaczej oratorianami, do Radomia przybyli z Tarnowa w 1959 r. Pierwszym miejscem kultu była mała kapliczka przy ul. Siennej. Duszpasterstwo przy kaplicy otrzymało status wikariatu eksponowanego parafii Opieki Najświętszej Maryi Panny.
Jej pierwszym rektorem był ks. Mieczysław Stebart, pracujący obecnie w Tarnowie, jeden z najstarszych filipinów w Polsce. Przez wiele lat trwały starania o plac pod budowę kościoła i pozwolenie na erygowanie parafii.
Pozwolenie na budowę świątyni u zbiegu ulic Zbrowskiego, Katowickiej i Grzybowskiej otrzymali dopiero w listopadzie 1980 r. Dwa lata później bp Stanisław Sygnet poświęcił plac pod budowę. Po trzech latach odprawiano już mszę w dolnej części, ale do 1999 r. wierni musieli czekać, aby po raz pierwszy przenieść się do górnej części.
- 34 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Po 30 latach koniec budowy kościoła przy Grzybo...
puzon59
29.12.11, 17:18
Kuriozalna, paskudna budowla, która nigdy nie powinna powstać. Myślę, że trzeba zacząć poszukiwania pieniędzy i wykonawcy, który to wyburzy. Jest to pomnik zadufania i megalomanii czarnych »
-
Betonowy symbol pychy i chciwości kościoła
dogen45
29.12.11, 21:53
na trwałe wpisał się w pejzaż radomskich dachów. A Gęsiak niech nie ściemnia, że zaplanował budowe na 100 lat tylko niech wyjaśni dlaczego w trakcie trzeba było przeprojektować bo groziło »
-
Po 30 latach koniec budowy kościoła przy Grzybo...
pitagor
31.12.11, 21:53
Kościół oglądany z pewnej odległości zyskuje na urodzie: img256.imageshack.us/img256/4040/kosciolfilipinow.jpg»
Najczęściej czytane24 htydzień





