Czym oczaruje tegoroczny Festiwal Gombrowiczowski?
13.07.2010
, aktualizacja: 13.07.2010 18:58
IX Międzynarodowy Festiwal Gombrowiczowski. Będą teatry z Polski, ze Słowacji, z Szwecji, Francji i Rumunii. Niestety, nie ma pieniędzy na Teatro Nacional Cervantes z Argentyny
ZOBACZ TAKŻE
- Za 200 tys. zł. rajdowiec pokaże "Siłę w precyzji" (14-07-10, 22:00)
- Felieton. Gombrowicz przegrał na odcinku specjalnym (14-07-10, 17:55)
- Powiedzieli o festiwalu (13-10-08, 00:00)
GALERIA ZDJĘĆ
- Poprzednie festiwale na fotografiach (13-10-08, 13:17)
- Festiwalowe plakaty (08-01-08, 14:16)
IX Międzynarodowy Festiwal Gombrowiczowski odbędzie się w dniach 16-22 października. Jak zawsze, bez względu na oceny poszczególnych jego edycji, będzie jednym z największych i najważniejszych wydarzeń kulturalnych roku. Czy tegoroczny festiwal będzie powrotem do najlepszych czasów?
- To jest jedna z najbardziej rozpoznawalnych imprez organizowanych w Radomiu. Miasto i teatr są identyfikowani z festiwalem w całym kraju - mówi Zbigniew Rybka, dyrektor Teatru Powszechnego. - Gombrowicz nie jest łatwym autorem, publiczność nie do końca przepada za jego realizacjami. Inspiruje jednak do tworzenia indywidualnych przedstawień interesujących formalnie i filozoficznie - dodaje.
To były wielkie wydarzenia
Festiwal miał swój mocny początek (pierwszy odbył się w 1993 r.) i znakomite pierwsze edycje. Był wydarzeniem wysokiej rangi, pisano o nim w prasie po obu stronach Atlantyku, do Radomia przyjeżdżały znakomitości ze świata kultury i sztuki. Imprezy towarzyszące odbywały się w radomskich muzeach, w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, na placu przez teatrem. Później, po odejściu z Radomia twórcy festiwalu i dyrektora Powszechnego Wojciecha Kępczyńskiego i jego zastępcy Macieja Bargiełowskiego, jego poziom się obniżał, ranga malała, a program był coraz uboższy, aż można było mówić wręcz o jego upadku.
Powrót do lepszych czasów?
Co nas zatem czeka w tym roku? Repertuar zapowiada się ciekawie. Znów jest międzynarodowo, bo ostatnio zdarzył się festiwal z jednym zaledwie teatrem spoza Polski.
Tradycyjnie jako pierwszy spektakl zaprezentuje gospodarz - radomski Teatr Powszechny. Prawdopodobnie będzie to "Iwona, księżniczka Burgunda"
Trzy kolejne dni także upłyną pod znakiem "Iwony". W programie jest wyróżniony na wielu imprezach barwny spektakl z elementami animacji oraz udziałem różnych rodzajów form plastycznych: figur, lalek i rekwizytów Opolskiego Teatru Lalki i Aktora im. Smolki. Oglądać mogą go jednak widzowie, którzy ukończyli 16 lat. Swoją wersję "Iwony" zaprezentują też teatry z Rumunii, ze Słowacji i Teatr Śląski im. Wyspiańskiego.
Piątego dnia odważną, witalną i świetną aktorsko sztukę "Ferdydurke" pokaże Turteatern ze Szwecji.
W tym roku nie zapomniano o dzieciach. Sąsiedzi z północy pokażą przedstawienie lalkowe "Barfotaupproret" ("Rewolucja na bosaka").
Na zakończenie festiwalu francuski "Gombrowiczshow" widowisko, które jest jakby esejem będącym komentarzem do dzieł pisarza. Na scenie występuje sześciu aktorów ubranych w stroje z okresu międzywojnia. Kreowane przez nich postaci odgrywają codzienne rytuały, skrywające często nasze fobie.
Każda "Iwona" jest inna
Jury festiwalowe też jest międzynarodowe. Wprawdzie Rybka zastrzega, że jego skład może jeszcze ulec zmianie, ale obecnie wygląda następująco: przewodniczący Jacek Wakar, krytyk teatralny, szef działu kulturalnego "Dziennika Gazety Prawnej"; Janusz Majcherek, krytyk teatralny z miesięcznika "Teatr"; oraz Petru Vutkarau (Mołdawia), Jonas Vaitkus (Litwa), Laszlo Berczes (Węgry), Klaus Piervoß (Niemcy).
Czy uważa pan, że któryś spektakl jest szczególnie wart uwagi? - pytamy dyrektora Rybkę.
- Na to pytanie nie mogę odpowiedzieć, bo nie mogę niczego uprzedzać ze względu na jury festiwalu - odpowiada szef Teatru Powszechnego. - Wprawdzie będziemy mieć kilka "Iwon", ale zachęcam widzów do obejrzenia absolutnie wszystkich, bo nie ma żadnego znaczenia, że to ten sam tekst. Spektakle są diametralnie różne - dodaje.
Wielcy nieobecni z drugiej ojczyzny Gombrowicza
Niestety, największej z wymienianych wcześniej atrakcji nie będzie. Nie zaprosimy Teatro Nacional Cervantes z Buenos Aires. "Trans-Atlantyk" Argentyńczyków byłby prawdopodobnie hitem festiwalu. W czerwcu br. dyrektor Rybka przestrzegał: "podróż jest kosztowna, mamy określony budżet i na razie nie wiem, czy możemy sobie pozwolić na sprowadzenie kilkunastu osób z Ameryki. Ja cały czas w tej sprawie utrzymuję z teatrem kontakt".
Według naszych informacji to nie są szokujące kwoty - by sprowadzić Teatro Nacional Cervantes, potrzeba ok. 90 tys. zł.
- Nie udało się zdobyć funduszy. O pieniądze zabiegałem w różnych źródłach, ale, niestety, już dziś wiem, że tego teatru nie będzie - mówi Rybka.
Budżet festiwalu wynosi ok. 400 tys. zł. Pieniądze pochodzą przede wszystkim z urzędu miasta (280 tys. zł), a reszta - 120 tys. zł - z Ministerstwa Kultury.
karolina.stasiak@radom.agora.pl
- To jest jedna z najbardziej rozpoznawalnych imprez organizowanych w Radomiu. Miasto i teatr są identyfikowani z festiwalem w całym kraju - mówi Zbigniew Rybka, dyrektor Teatru Powszechnego. - Gombrowicz nie jest łatwym autorem, publiczność nie do końca przepada za jego realizacjami. Inspiruje jednak do tworzenia indywidualnych przedstawień interesujących formalnie i filozoficznie - dodaje.
To były wielkie wydarzenia
Festiwal miał swój mocny początek (pierwszy odbył się w 1993 r.) i znakomite pierwsze edycje. Był wydarzeniem wysokiej rangi, pisano o nim w prasie po obu stronach Atlantyku, do Radomia przyjeżdżały znakomitości ze świata kultury i sztuki. Imprezy towarzyszące odbywały się w radomskich muzeach, w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, na placu przez teatrem. Później, po odejściu z Radomia twórcy festiwalu i dyrektora Powszechnego Wojciecha Kępczyńskiego i jego zastępcy Macieja Bargiełowskiego, jego poziom się obniżał, ranga malała, a program był coraz uboższy, aż można było mówić wręcz o jego upadku.
Powrót do lepszych czasów?
Co nas zatem czeka w tym roku? Repertuar zapowiada się ciekawie. Znów jest międzynarodowo, bo ostatnio zdarzył się festiwal z jednym zaledwie teatrem spoza Polski.
Tradycyjnie jako pierwszy spektakl zaprezentuje gospodarz - radomski Teatr Powszechny. Prawdopodobnie będzie to "Iwona, księżniczka Burgunda"
Trzy kolejne dni także upłyną pod znakiem "Iwony". W programie jest wyróżniony na wielu imprezach barwny spektakl z elementami animacji oraz udziałem różnych rodzajów form plastycznych: figur, lalek i rekwizytów Opolskiego Teatru Lalki i Aktora im. Smolki. Oglądać mogą go jednak widzowie, którzy ukończyli 16 lat. Swoją wersję "Iwony" zaprezentują też teatry z Rumunii, ze Słowacji i Teatr Śląski im. Wyspiańskiego.
Piątego dnia odważną, witalną i świetną aktorsko sztukę "Ferdydurke" pokaże Turteatern ze Szwecji.
W tym roku nie zapomniano o dzieciach. Sąsiedzi z północy pokażą przedstawienie lalkowe "Barfotaupproret" ("Rewolucja na bosaka").
Na zakończenie festiwalu francuski "Gombrowiczshow" widowisko, które jest jakby esejem będącym komentarzem do dzieł pisarza. Na scenie występuje sześciu aktorów ubranych w stroje z okresu międzywojnia. Kreowane przez nich postaci odgrywają codzienne rytuały, skrywające często nasze fobie.
Każda "Iwona" jest inna
Jury festiwalowe też jest międzynarodowe. Wprawdzie Rybka zastrzega, że jego skład może jeszcze ulec zmianie, ale obecnie wygląda następująco: przewodniczący Jacek Wakar, krytyk teatralny, szef działu kulturalnego "Dziennika Gazety Prawnej"; Janusz Majcherek, krytyk teatralny z miesięcznika "Teatr"; oraz Petru Vutkarau (Mołdawia), Jonas Vaitkus (Litwa), Laszlo Berczes (Węgry), Klaus Piervoß (Niemcy).
Czy uważa pan, że któryś spektakl jest szczególnie wart uwagi? - pytamy dyrektora Rybkę.
- Na to pytanie nie mogę odpowiedzieć, bo nie mogę niczego uprzedzać ze względu na jury festiwalu - odpowiada szef Teatru Powszechnego. - Wprawdzie będziemy mieć kilka "Iwon", ale zachęcam widzów do obejrzenia absolutnie wszystkich, bo nie ma żadnego znaczenia, że to ten sam tekst. Spektakle są diametralnie różne - dodaje.
Wielcy nieobecni z drugiej ojczyzny Gombrowicza
Niestety, największej z wymienianych wcześniej atrakcji nie będzie. Nie zaprosimy Teatro Nacional Cervantes z Buenos Aires. "Trans-Atlantyk" Argentyńczyków byłby prawdopodobnie hitem festiwalu. W czerwcu br. dyrektor Rybka przestrzegał: "podróż jest kosztowna, mamy określony budżet i na razie nie wiem, czy możemy sobie pozwolić na sprowadzenie kilkunastu osób z Ameryki. Ja cały czas w tej sprawie utrzymuję z teatrem kontakt".
Według naszych informacji to nie są szokujące kwoty - by sprowadzić Teatro Nacional Cervantes, potrzeba ok. 90 tys. zł.
- Nie udało się zdobyć funduszy. O pieniądze zabiegałem w różnych źródłach, ale, niestety, już dziś wiem, że tego teatru nie będzie - mówi Rybka.
Budżet festiwalu wynosi ok. 400 tys. zł. Pieniądze pochodzą przede wszystkim z urzędu miasta (280 tys. zł), a reszta - 120 tys. zł - z Ministerstwa Kultury.
karolina.stasiak@radom.agora.pl
- 7 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Czym oczaruje tegoroczny Festiwal Gombrowiczowski?
sympatyk_piw
13.07.10, 21:19
Może Struzik dofinansuje, on taki dla nas łaskawy. Za to zadedykujemy mu npFerdydurke. Niech się bidulka cieszy.»
Najczęściej czytane24 htydzień




