Opinie radnych o przyszłorocznym budżecie
2009-11-17
, aktualizacja: 17.11.2009 17:16
To budżet pod reelekcję prezydenta Andrzeja Kosztowniaka - ocenia opozycja. Krytykuje, że coraz bardziej się zadłużamy i znów planujemy tylko remonty dróg, a nie poprawę układu komunikacyjnego. PiS: dalej podnosimy miasto na wyższy poziom cywilizacyjny
ZOBACZ TAKŻE
- Mazowsze dostrzegło kryzys. Obetną pensje urzędników? (17-11-09, 11:00)
- Jaki budżet Radomia w roku wyborczym? (15-11-09, 21:00)
Dla Gazety
Mariusz Fogiel, Radomianie Razem
- Nie ma tu żadnych nowych rozwiązań jeśli chodzi o komunikację. Będziemy więc stali w korkach, ale na równej nawierzchni. W inwestycjach to głównie kontynuacja, przy czym na remonty zadłużamy się tak, że na prawdziwe inwestycje nie będzie nas potem stać. Nie zaczynamy np. budowy Mieszka I, a przecież ruszy wreszcie pełną parą Zakład Utylizacji Odpadów Komunalnych i grozi nam, że na "siódemce" będzie jeden wielki korek.
Jestem lekko przerażony przytoczonymi przez "Gazetę" prognozami zadłużenia. Już podczas dyskusji nad tegorocznym budżetem mówiliśmy, że bierzemy zbyt wielki rozmach. Zafundowaliśmy sobie np. basen na Ustroniu, a przecież drugi ma być także w przyszłym roku w Słonecznym Centrum. Budowa basenu kosztuje ok. 20 mln zł, ale nikt nie mówi, jakie będą koszty jego utrzymania. Na pewno spore.
Waldemar Kordziński, Platforma Obywatelska
- Już o budżecie na ten rok mówiliśmy, że jest rozdmuchany. Z tym projektem jest podobnie, brakuje w nim ładu i składu, ale przecież od początku pan prezydent nie miał wizji rządzenia miastem. Wydajemy ogromne pieniądze na remonty ulic, to oczywiście prace niezbędne, ale kosmetyczne. Od tego nie poprawi się sytuacja, dalej będziemy stali w korkach. Nie ma natomiast budowy NS-ki, nie ma mowy o obwodnicach, a nam chodzi o to, by budżet był miastotwórczy.
Z budżetem na 2010 rok jest jak ze spotkaniami prezydenta z mieszkańcami, których ostatnio tak nagle zapragnął. I polega to na głaskaniu niezadowolonych i obiecywaniu tym, którzy zwątpili, by tylko nie stracić wyborców, a pozyskać ich jak najwięcej.
W 2014 roku mamy mieć na inwestycje niecałe 20 mln zł, to tyle, ile mają niektóre małe gminy. Cały czas się zadłużamy. Strach pomyśleć, co może być, gdy się nam powinie noga i nie dostaniemy funduszy unijnych, na które tak bardzo liczymy. Niektórzy mówią, że pieniądze to nie jest problem. Problem pojawia się wtedy, gdy trzeba je oddawać.
Bohdan Karaś, SLD-Porozumienie Lewicy
- Na razie projekt budżetu znam tylko z artykułu w "Gazecie". Wynika z niego najwyraźniej, że jeszcze dobrze nie wsiedliśmy do mercedesa [tak poseł PiS Krzysztof Sońta nazwał na sesji w grudniu ub.r. budżet na 2009 r. - przyp. red.] a już musimy się przesiadać do trabanta.
Trudno się też oprzeć wrażeniu, że budżety - zarówno tegoroczny, jak i projekt na rok 2010 - były szykowane pod reelekcję prezydenta Kosztowniaka. A dalsza perspektywa? Zarówno prezydent jak i radni nie mogą wychodzić z założenia, że po nas już tylko potop. Przecież to nasze miasto, dalej będziemy w nim żyć. A z prognozy zadłużenia przytoczonej przez "Gazetę" wynika, że na koniec drugiej kadencji inwestycje będą na poziomie 20 mln zł. Przecież za to niczego nie wybudujemy. Mnie interesuje też np., czy nie zabraknie wtedy pieniędzy na zasiłki. O tych perspektywach na lata następne z prezydentem nie rozmawialiśmy. Dlatego to wszystko trzeba poddać analizie, by stworzyć następnej ekipie komfort rządzenia, a nie pozostawiać po sobie spaloną ziemię. Mówiłem już kiedyś i raz jeszcze powtórzę: prezydent Kosztowniak rządzi Radomiem przez pryzmat uciekającego fotela.
Dariusz Wójcik, przewodniczący rady, Prawo i Sprawiedliwość
- W administracji widzę znaczne oszczędności, zaciskamy pasa. A jeśli chodzi o inwestycje, to wszystko idzie w dobrym kierunku. Podnosimy wciąż Radom na wyższy poziom cywilizacyjny. Nie ma zagrożenia, że za kilka lat wydatki na inwestycje będą niskie, bo przecież wpłyną do naszego budżetu fundusze unijne. Basen może nie będzie na siebie zarabiał, ale koszty utrzymania będą niskie. Zresztą nie wszystko można przeliczać na pieniądze, a gdzie zdrowie mieszkańców? Opozycja chciała oświetlenia kolejnych ulic, a to też przecież kosztuje. Nic nie ma za darmo. Boiska powstały, cieszymy się, ale teraz jest problem z dewastacją. Trzeba albo rozszerzać monitoring, albo wynajmować ochronę, a to też kosztuje. A jeśli chodzi o przesiadanie z mercedesa, to czysta złośliwość, takie jest prawo opozycji i nie mam o te słowa żalu. Ja uważam, że w przyszłym roku będziemy mieli mercedesa jeszcze lepszej klasy.
Mariusz Fogiel, Radomianie Razem
- Nie ma tu żadnych nowych rozwiązań jeśli chodzi o komunikację. Będziemy więc stali w korkach, ale na równej nawierzchni. W inwestycjach to głównie kontynuacja, przy czym na remonty zadłużamy się tak, że na prawdziwe inwestycje nie będzie nas potem stać. Nie zaczynamy np. budowy Mieszka I, a przecież ruszy wreszcie pełną parą Zakład Utylizacji Odpadów Komunalnych i grozi nam, że na "siódemce" będzie jeden wielki korek.
Jestem lekko przerażony przytoczonymi przez "Gazetę" prognozami zadłużenia. Już podczas dyskusji nad tegorocznym budżetem mówiliśmy, że bierzemy zbyt wielki rozmach. Zafundowaliśmy sobie np. basen na Ustroniu, a przecież drugi ma być także w przyszłym roku w Słonecznym Centrum. Budowa basenu kosztuje ok. 20 mln zł, ale nikt nie mówi, jakie będą koszty jego utrzymania. Na pewno spore.
Waldemar Kordziński, Platforma Obywatelska
- Już o budżecie na ten rok mówiliśmy, że jest rozdmuchany. Z tym projektem jest podobnie, brakuje w nim ładu i składu, ale przecież od początku pan prezydent nie miał wizji rządzenia miastem. Wydajemy ogromne pieniądze na remonty ulic, to oczywiście prace niezbędne, ale kosmetyczne. Od tego nie poprawi się sytuacja, dalej będziemy stali w korkach. Nie ma natomiast budowy NS-ki, nie ma mowy o obwodnicach, a nam chodzi o to, by budżet był miastotwórczy.
Z budżetem na 2010 rok jest jak ze spotkaniami prezydenta z mieszkańcami, których ostatnio tak nagle zapragnął. I polega to na głaskaniu niezadowolonych i obiecywaniu tym, którzy zwątpili, by tylko nie stracić wyborców, a pozyskać ich jak najwięcej.
W 2014 roku mamy mieć na inwestycje niecałe 20 mln zł, to tyle, ile mają niektóre małe gminy. Cały czas się zadłużamy. Strach pomyśleć, co może być, gdy się nam powinie noga i nie dostaniemy funduszy unijnych, na które tak bardzo liczymy. Niektórzy mówią, że pieniądze to nie jest problem. Problem pojawia się wtedy, gdy trzeba je oddawać.
Bohdan Karaś, SLD-Porozumienie Lewicy
- Na razie projekt budżetu znam tylko z artykułu w "Gazecie". Wynika z niego najwyraźniej, że jeszcze dobrze nie wsiedliśmy do mercedesa [tak poseł PiS Krzysztof Sońta nazwał na sesji w grudniu ub.r. budżet na 2009 r. - przyp. red.] a już musimy się przesiadać do trabanta.
Trudno się też oprzeć wrażeniu, że budżety - zarówno tegoroczny, jak i projekt na rok 2010 - były szykowane pod reelekcję prezydenta Kosztowniaka. A dalsza perspektywa? Zarówno prezydent jak i radni nie mogą wychodzić z założenia, że po nas już tylko potop. Przecież to nasze miasto, dalej będziemy w nim żyć. A z prognozy zadłużenia przytoczonej przez "Gazetę" wynika, że na koniec drugiej kadencji inwestycje będą na poziomie 20 mln zł. Przecież za to niczego nie wybudujemy. Mnie interesuje też np., czy nie zabraknie wtedy pieniędzy na zasiłki. O tych perspektywach na lata następne z prezydentem nie rozmawialiśmy. Dlatego to wszystko trzeba poddać analizie, by stworzyć następnej ekipie komfort rządzenia, a nie pozostawiać po sobie spaloną ziemię. Mówiłem już kiedyś i raz jeszcze powtórzę: prezydent Kosztowniak rządzi Radomiem przez pryzmat uciekającego fotela.
Dariusz Wójcik, przewodniczący rady, Prawo i Sprawiedliwość
- W administracji widzę znaczne oszczędności, zaciskamy pasa. A jeśli chodzi o inwestycje, to wszystko idzie w dobrym kierunku. Podnosimy wciąż Radom na wyższy poziom cywilizacyjny. Nie ma zagrożenia, że za kilka lat wydatki na inwestycje będą niskie, bo przecież wpłyną do naszego budżetu fundusze unijne. Basen może nie będzie na siebie zarabiał, ale koszty utrzymania będą niskie. Zresztą nie wszystko można przeliczać na pieniądze, a gdzie zdrowie mieszkańców? Opozycja chciała oświetlenia kolejnych ulic, a to też przecież kosztuje. Nic nie ma za darmo. Boiska powstały, cieszymy się, ale teraz jest problem z dewastacją. Trzeba albo rozszerzać monitoring, albo wynajmować ochronę, a to też kosztuje. A jeśli chodzi o przesiadanie z mercedesa, to czysta złośliwość, takie jest prawo opozycji i nie mam o te słowa żalu. Ja uważam, że w przyszłym roku będziemy mieli mercedesa jeszcze lepszej klasy.
- 9 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień







