W szpitalu przez półtorej godziny leżał w odchodach

Agnieszka Kępka
18.01.2012 , aktualizacja: 18.01.2012 16:08
A A A Drukuj
- Tata leżał brudny i bez skutku wołał personel - opowiada pani Anna o pobycie swego ojca w szpitalu. - Zawsze w takich przypadkach są dwie prawdy - mówi dyrektor szpitala

Fot. Anna Jarecka / Agencja Gazeta
Pan Józef zmarł kilka dni temu w Radomskim Szpitalu Specjalistycznym na oddziale wewnętrznym. Miał nowotwór. Ostatnie dni były dla niego udręką. Odczuwał silny ból, ale nie tylko o to chodziło... - Tatunio bał się, bał się, że pielęgniarki będą na niego krzyczeć - opowiada jego córka. Pacjent miał problemy z wypróżnianiem. - Przez pięć dni się nie załatwiał, nikt się tym nie zainteresował. Ja dopytywałam: Co się dzieje, tato? Niestety, był również problem z porozumieniem się z nim. W końcu spojrzałam w kartę i wtedy zrozumiałam - opowiada. Zwróciła na to uwagę lekarzowi, pacjent dostał w końcu środek na przeczyszczenie. Zadziałał akurat wtedy, gdy rodziny przy nim nie było. - Przez półtorej godziny leżał brudny i wołał personel. Bezskutecznie. Nikt mu nie pomógł - opowiada pani Anna i płacze. -...Jak przyszłam i to zobaczyłam, to mi mowę odebrało. Na rękach miał zaschnięty kał. Śmierdziało w sali, a nawet na korytarzu. A tatuniem się nikt nie interesował - mówi. - Co by było, gdyby tak wołał umierający? Kto by go ratował? - pyta.

- Mojemu tacie już nic nie pomoże, ale nie może tak być, że człowiek jest traktowany przedmiotowo. Że ktoś na niego krzyczy, jest wobec niego opryskliwy. Nie chodziło mi o to, żeby pielęgniarki się do niego uśmiechały, ale tylko o to niezbędne minimum, by po prostu wypełniały swoje obowiązki, przecież za to dostają pieniądze, taki zawód wybrały - słyszymy od kobiety.

Według niej tata tak się bał, że się zabrudzi i pielęgniarki będą na niego krzyczeć, że nie chciał jeść. - Brak apetytu nie był spowodowany tylko chorobą - uważa pani Anna.

O sprawie rozmawialiśmy z dyrektorem szpitala.

- Pytałem na oddziale, czemu tak się stało. Pielęgniarka tłumaczyła, że w tym czasie nastąpiło spiętrzenie pacjentów - mówi dyrektor Andrzej Pawluczyk. Córka twierdzi, że w takim stanie jak jej ojciec na oddziale leżało tylko dwóch czy trzech pacjentów - zwracamy uwagę. - Chodzi o to, że pacjenci byli właśnie przyjmowani i stąd to spiętrzenie - wyjaśnia dyrektor. - Taką wersję przedstawiła mi pielęgniarka, ona zawsze patrzy na takie zdarzenia trochę z innej strony - dodaje. Zwraca uwagę na brak pomocy ze strony rodziny. - Zwykle rodziny pomagają myć pacjentów, a tu podobno były tylko roszczenia - mówi dyrektor.

- My jesteśmy córkami, niezręcznie nam było myć tatę, poza tym trzeba go przecież było odpowiednio oklepać, żeby nie miał odleżyn, a ja przecież nie zrobię tego tak jak pielęgniarka. Wynika z tego, że najlepiej by było, żeby rodziny przychodziły i wszystko przy pacjencie robiły. Byliśmy u taty codziennie, najczęściej mama, to ona go karmiła - mówi pani Anna.

- Zawsze w takich przypadkach są dwie prawdy. Trudno ustalić, jak to faktycznie wyglądało, ile czasu pacjent leżał nieumyty. Zwróciłem uwagę, żeby do takich zdarzeń nie dochodziło. Nie wiem, co mógłbym w tej sprawie więcej zrobić - słyszymy od dyrektora.

*imiona pacjenta i jego córki zostały zmienione

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 109 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

  • W szpitalu przez półtorej godziny leżał w odcho... cylam 18.01.12, 19:43

    - Zawsze w takich przypadkach są dwie prawdy. Trudno ustalić, jak to faktycznie wyglądało, ile czasu pacjent leżał nieumyty. Zwróciłem uwagę, żeby do takich zdarzeń nie dochodziło. Nie »

  • Re: W szpitalu przez półtorej godziny leżał w odc ka-mi-la789 18.01.12, 19:44

    Czy ja dobrze rozumiem, że dyrektorska swołocz uważa mycie pacjentów za obowiązek rodziny? Może krew do badań też rodzina ma pobierać? A na końcu niech córka zrobi ojcu operację, a zięć »

  • Re: W szpitalu przez półtorej godziny leżał w odc mamabonia 19.01.12, 11:30

    Odniosę się do swojego przypadku z przed kilku lat otóż pani dr pracowała w szpitalu na Tochtermana obecnie chyba na Józefowie miałam całe życie problemy laryngologiczne i kiedy trafiłam po »