Po lekcji ortografii, czyli: Mamo, co znaczy gzić się?

Karolina Stasiak
22.09.2011 , aktualizacja: 21.09.2011 16:35
A A A Drukuj
W jednej z radomskich szkół podstawowych czwartoklasiści ortografii mieli uczyć się na słowach "gżę się" i "kurewstwo". Rodzice są zdenerwowani, nauczyciel tłumaczy, że takie słowa znalazły się w pomocy dydaktycznej

Fot. Tomasz Niesłuchowski / AG
SONDAŻ
Czy słowa gdzić się i kurewstwo powinny się pojawić na lekcji języka polskiego w klasie IV?

Tak, dzieci wiedzą, że takie słowa istnieją, trzeba je tylko nauczyć, że nie wolno ich stosować.
Nie, to co się stało jest oburzające. Dzieci w tym wieku, a do tego w szkole nie powinny mieć kontaktu z takim słownictwem.
Może i takie słowa nie powinny się pojawić na lekcji języka polskiego w podstawówce, ale nie ma o co się denerwować, uczniowie wiedzą o ich istnieniu.
Nie mam zdania

W redakcyjnej skrzynce e-mailowej znaleźliśmy w niedzielę wieczorem list: „W Publicznej Szkole Podstawowej nr 6 im. Orła Białego nauczycielka języka polskiego jako przykłady reguł ortograficznych podaje »gzić się” i »kurewstwo «. Nasza córka, uczennica klasy IV, wraz z innymi dziećmi otrzymała do nauczenia się na pamięć tabelkę z zasadami ortograficznymi i tam właśnie były te kwiatki... Córka wróciła do domu, uczyła się tych zasad i zadała nam kłopotliwe pytanie: »Mamo, co znaczy gzić się? «. Kazaliśmy jej spytać nauczycielki”.

Z listu wynika, że o sprawie rodzice poinformowali w ubiegłym tygodniu dyrektora szkoły, ale zarówno on, jak i nauczycielka mieli stwierdzić, że nie widzą problemu. "Żeby państwo wiedzieli, jak dzieci mówią... - stwierdził dyrektor. I na tym sprawę zamknięto bez jakiejkolwiek próby wyjaśnienia czy naprawienia" - czytamy w e-mailu.

Skontaktowaliśmy się z autorem listu. - Nie wiem, jakie zdanie mają o tej sprawie wszyscy rodzice, ale na pewno kilkoro z nich, z którymi mam kontakt, sprzeciwia się podawaniu na lekcjach takich przykładów. Może to było niedopatrzenie, może brak wyczucia. Nie chcę oskarżać tej nauczycielki, ale te przykłady były niestosowne - powiedział nam.

W poniedziałkowe przedpołudnie zadzwoniliśmy do Edyty Karczemnej, dyrektorki PSP nr 6.

- Tak, słyszałam o tej sprawie, jest ona bardzo świeża. Jest w tej chwili u mnie ta nauczycielka i będziemy na ten temat rozmawiać. Proszę zadzwonić o godz. 13.30 - usłyszeliśmy.

Ale o umówionej godzinie dyrektorki już w pracy nie było.

O budzących kontrowersje przykładach ortograficznych porozmawiała zaś z nami sama polonistka.

- Już dwa tygodnie temu rozdałam dzieciom skserowane przykłady z książki "Język Polski. Encyklopedia w tabelach". Znajdują się tam reguły ortograficzne, przykłady oraz wyjątki. Pech chciał, że jako wyjątek razem ze słowem gżegżółka znalazło się słowo "gżę się" i "gżenie się" oraz "kurewstwo" - tłumaczy polonistka. - Posłużyłam się pomocą dydaktyczną i w niej znalazły się powyższe słowa jako przykłady - dodaje.

Nauczycielka uważa, że tak jak pokazuje się dzieciom, że istnieje dobro i zło, tak nie można przed nimi ukrywać, że istnieją np. słowa wulgarne, nacechowane pejoratywnie. Dlaczego? - Bo mogą je przeczytać w gazecie, na murach czy usłyszeć na przystanku lub w telewizji. Znajdują się też w słownikach języka polskiego. Należy jedynie uczyć młodych ludzi świadomego wyboru oraz tego, że nie wolno z nich korzystać - podkreśla.

Czy słowa grubiańskie lub wulgarne powinny się pojawiać na lekcjach? Czy są one elementami języka i nie można ukrywać przed uczniami ich istnienia? Zapytaliśmy o to m.in. Ewę Zawadzką, dyrektorkę Kolegium Nauczycielskiego w Radomiu.

- Każda innowacja w nauczaniu jest dobra. Ale każda innowacja powinna mieć też swoje granice. Jeśli doszło do takiej sytuacji, to nastąpiło przekroczenie granic dobrego smaku. Na pewno nie użyłabym takiego słowa na lekcji - mówi dyrektorka. Dodaje także, że nie zna całej sytuacji bezpośrednio ze źródła oraz stanowiska nauczycielki, ale trudno jej uwierzyć, aby sama z siebie, świadomie użyła tych słów na zajęciach z dziećmi.

- Być może któryś z uczniów użył ich na lekcji, a nauczycielka w ten sposób na tę sytuację zareagowała - mówi Zawadzka. - Na ortografię stosuje się obecnie bardzo różne sposoby, bo w dobie komputerów dzieci piszą coraz gorzej. Szkoła jest jednak placówką publiczną i nie wolno w niej propagować słów niecenzuralnych - dodaje.

Sprawę skomentował też dla nas Adrian Szary, polonista ZSO nr 6 im. Jana Kochanowskiego w Radomiu, poeta, instruktor warsztatów literackich w Stowarzyszeniu Centrum Młodzieży "Arka".

- Trudno mi uwierzyć, że nauczyciel języka polskiego mógł użyć, w trakcie zajęć, wulgarnego słowa dla objaśnienia zasad ortografii. Można je przecież tłumaczyć na wielu neutralnych przykładach. Na pewno jest to jakieś nieporozumienie - uważa Szary. - Nie zapominajmy, że edukacja polonistyczna to także elementy kultury słowa, zagadnienia związane z etyką i estetyką języka, jak również swoista aksjologia, czyli wartościowanie, mające na celu wskazywanie uczniom właściwych zachowań językowych i piętnowanie tych nieodpowiednich - dodaje.

Znalezione w słowniku

* gzić się grub. <> I przez cały czas małżeństwa gziła się z tym szwagrem...

* kurewstwo wulg. tylko w lp. <> - Z takich ona jest, co to na kurewstwo do Warszawy jeżdżą na własnym tyłku zarabiać.

* kurewstwo wulg. <> - Jak ty wyglądasz? Pobił cię ktoś? - Nie, zaczepiłam w parku o jakieś kurewstwo i poleciałam na pysk.

"Słownik polszczyzny potocznej" Janusza Anusiewicza i Jacka Skawińskiego, Wydawnictwo Naukowe PWN SA 1998 r.

karolina.stasiak@radom.agora.pl

Czekamy na listy

Co sądzisz o przykładach podanych przez nauczycielkę? Czy faktycznie słów wulgarnych powinno się unikać, także ucząc ortografii, a może mimo wszystko dzieci powinny wiedzieć, jak je poprawnie napisać? Czekamy na wasze opinie, piszcie na adres listy@radom.agora.pl, wypowiadajcie się na forum "Gazety".

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 21 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów