Air Show. Dwa dni podniebnych emocji za nami

Artur Farbiszewski, Karolina Stasiak
29.08.2011 , aktualizacja: 29.08.2011 13:39
A A A Drukuj
Air Show 2011 Fot. Marcin Kucewicz / Agencja Gazeta Air Show 2011
XII edycja pokazów lotniczych Air Show przeszła do historii. Za nami dwa dni niezapomnianych wrażeń i emocji. Kto nie był, niech żałuje, bo było na co popatrzeć. Teraz musi czekać kolejne dwa lata. Organizatorzy szacują, że lotnisko na Sadkowie odwiedziło około 200 tys. osób
Air Show 2011
Fot. Marcin Kucewicz / Agencja Gazeta
Air Show 2011
Air Show 2011
Fot. Marcin Kucewicz / Agencja Gazeta
Air Show 2011
SONDAŻ
Jak oceniasz Air Show Radom 2011?

Niezapomniana impreza, bardzo dobrze zorganizowana, już nie mogę się doczekać kolejnej edycji
Było ciekawie, ale bez rewelacji
Przeciętna impreza, a do tego fatalnie organizacja
Nie mam zdania

Najciekawsze ZDJĘCIA z Air Show 2011



Przede wszystkim udało się zrealizować program pokazów niemal w 100 proc. Pierwszego dnia zabrakło skoczków spadochronowych z flagami uczestniczących w Air Show państw oraz ostatniego punktu programu - podjęcia rozbitka przez śmigłowiec Marynarki Wojennej, ale udało się to zrobić w niedzielę.

Jedną z głównym atrakcji Air Show była pozorowana walka "jastrzębi" (tak ochrzczono polskie F-16) z parą migów-29. Pozostawiła jednak w widzach pewien niedosyt. Owszem, pokaz możliwości manewrowych podpory polskiego lotnictwa wypadł ciekawie, całość była jednak stanowczo za krótka. Wielu widzów przegapiło zwyczajnie ten punkt programu i jeszcze długo po wszystkim dało się słyszeć: "A kiedy ta walka?".

Kto wypadł najlepiej? Zdecydowanie Włosi. Ich zespół Frecce Tricolori wprost podbił serca publiczności zgromadzonej na Sadkowie, chociaż w niedzielę z powodu niskiej podstawy chmur nie mogli wykonać całego programu. Po pierwsze - w powietrze wzbiło się aż 10 maszyn, dzięki czemu piloci mieli okazję prezentować bardzo rozbudowany program. Były ciasno kręcone beczki i efektowne mijanki. Po drugie - dymy. Tych Włosi naprawdę nie szczędzili, przez co niebo pozostawało spowite biało-czerwono-zieloną mgłą jeszcze kilka minut po ich wylądowaniu. No i po trzecie - komentarz. To prawda, że na pokazach nie bywa się dla komentarzy, tylko dla podniebnych popisów, ale w przypadku Trójkolorowych Strzał komentator był, można powiedzieć, równorzędnym członkiem ekipy. - Spuście na wprost, psygotujcie aparaty, bardzo polubiliśmy Radom, zróbcie hałas, jesteście otoczeni przez Frecce Tricolori, ręce do góry - to tylko kilka wyjątków z doskonałej (choć pewnie wyuczonej specjalnie na Air Show) polszczyzny włoskiego konferansjera. Tego naprawdę nie można było przegapić.

Na Air Show jak co dwa lata przyjeżdżają ludzie ze wszystkich stron Polski. Pan Piotr z rodziną przybył na pokazy z Kielc. - Do Radomia z naszego miasta nie jest daleko, dlatego zdecydowaliśmy się tą imprezą zakończyć sezon urlopowy. Nie jest to dla nas mały wydatek, bo benzyna i bilety sporo kosztują, ale możliwość oglądania tylu samolotów z bliska jest tego warta - mówił kielczanin. - Poza tym czuć tu niesamowitą energię - dodał.

Pokazy to zawsze dziesiątki stoisk handlowych oferujących nie tylko jedzenie. Można na nich było kupić niemal wszystko - począwszy od kolczyków, przez ubezpieczenia, zabawki, po nowoczesne okna czy kotły grzewcze. Dużą popularnością cieszyły się oczywiście gadżety związane z Air Show.

- Ludzie najchętniej kupują czapki za 25 zł oraz koszulki 100 proc. bawełny z przeszywanym logo pokazów za 38 zł. Najczęściej pytają zaś o naszywki na ubrania. Niestety, nie mamy ich w ofercie. Gdy mieliśmy je dwa lata temu, nie cieszyły się zainteresowaniem - mówi Mariusz Adamus z firmy CREO ART.

A jak było z wejściem na płytę lotniska? Okazuje się, że w tym roku organizatorzy spisali się bardzo dobrze. - Wyjechałem z os. Południe około godz. 12. Kierowca jechał trochę jak rajdowiec, ale to bardzo dobrze, bo dojechałem w 40 minut - mówił Łukasz. - Osoby z obsługi kierowały ludzi do wolnych kas, więc nie czekałem w ogóle w kolejce, by kupić bilet. Organizacja jest o wiele lepsza niż w 2009 roku, ale wydaje mi się, że było też trochę mniej ludzi - dodał.

Paulina Wietrak mieszka na Gołębiowie, na lotnisko dostała się autobusem linii P2. - Wsiadałam na Struga. Autobus przez miasto przejechał szybko i sprawnie, tym bardziej że od ronda Kozienickiego pas ruchu był tylko i wyłącznie dla autobusów. Wejście na lotnisko również nie stanowiło problemu. Miałam e-bilet, więc podchodziłam do specjalnie wyznaczonej bramki, przy której nie było tłumów. Natomiast przy bramkach, gdzie obowiązywały normalne bilety, można było zauważyć spory tłum ludzi - opowiadała Paulina. - Jak dla mnie wszystko poszło sprawnie i profesjonalnie. Powrót do domu również linią P2, o dziwo, bez tłoku. Autobusy kursowały naprawdę często - dodała.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • Air Show. Dwa dni podniebnych emocji za nami panna_lena 29.08.11, 09:51

    Super organizacja, nie było kolejek do kas ani przy sprawdzaniu biletów. Było na co popatrzeć, świetne show od rana do wieczora :) Podniebna walka faktycznie była bardzo krótka, a szkoda bo »