Subiektywny przegląd hitów Air Show 2011
26.08.2011
, aktualizacja: 26.08.2011 11:24
Waleczny P-38, legendarny spitfire, stare, ale jare Su-22, niezniszczalny piorun i na dokładkę supernowoczesne myśliwce - oto subiektywny przegląd hitów Air Show 2011
ZOBACZ TAKŻE
- Air Show. Dwa dni podniebnych emocji za nami (29-08-11, 09:27)
- Będzie międzynarodowo na radomskim niebie (26-08-11, 10:55)
- Listy. Czytelnicy oceniają organizację Air Show (30-08-11, 13:47)
- Air Show 2011. Zaprezentuje się sto maszyn (26-08-11, 18:11)
- Podsumowanie soboty na Air Show w Radomiu (26-08-11, 16:47)
- Air Show Radom 2011 [RELACJA NA ŻYWO] (26-08-11, 16:46)
P-38 lightning
Tak naprawdę każda epoka ma swoje nowinki techniczne. Weźmy taki P-38 lightning z końca lat 30. ubiegłego wieku. Konstrukcja tego amerykańskiego myśliwca była bardzo nowatorska w owym czasie. Samolot tworzą dwa potężne silniki, które przechodzą w dwa kadłuby, a pomiędzy nimi umieszczona jest krótka kabina zakończona na wysokości skrzydła. Jego sylwetka jest nie do pomylenia z żadnym innym samolotem tamtego okresu. P-38 mimo pewnych niedociągnięć (typowa cecha awangardowych rozwiązań technicznych) okazał się doskonałą odpowiedzią na messerschmitta ME-109. Ale nie tylko. Generał George Kenny, który dowodził siłami powietrznymi aliantów na południowo-zachodnim Pacyfiku, o P-38 mawiał: "mój najlepszy sposób na Japończyków".
Prezentowany w Radomiu egzemplarz po zwolnieniu w 1945 roku do cywila rozpoczął karierę sportową w lotniczych wyścigach, niezwykle popularnych w USA. Latał aż do 2001 roku, kiedy jeden z jego silników stanął w płomieniach gdzieś nad Missisipi, po czym runął na pole bawełny. Renowacja zgruchotanego kadłuba zajęła osiem lat. Za to gdy się teraz na niego patrzy, aż trudno uwierzyć, przez co przeszedł. P-38 ze stajni Flying Bulls jest najlepiej zachowanym egzemplarzem tego amerykańskiego myśliwca z czasów II wojny światowej. Jego metaliczna powierzchnia lśni w pełnym słońcu niczym błyskawica. Wizyta P-38 w Radomiu będzie nie lada gratką dla miłośników lotnictwa z okresu II wojny światowej. Tym bardziej że samolot nie tylko wykona przelot nad lotniskiem, ale będzie go także można podziwiać z bliska na wystawie statycznej.
A to zaledwie malutki fragment imponującej kolekcji należącej do austriackiego miliardera, twórcy marki Red Bull Dietricha Mateschitza. Ten ekscentryczny biznesmen zgromadził tak wiele perełek lotnictwa, że aż dech z zazdrości zapiera. Czegóż tam nie ma? Zabytkowy dwupłatowiec PT-17 Stearman, ale i całkiem współczesne cztery alpha jety, waleczny, paliwożerny vought F4 corsair i dostojny douglas DC-6B (własność jugosłowiańskiego przywódcy komunistycznego Josipa Broz Tito), bombowiec B-25J Mitchell i pokaźna flota cywilnych i wojskowych śmigłowców. A to nie wszystko. Kto chciałby obejrzeć te i inne cacka nie tylko w powietrzu, ale całkiem z bliska, powinien odwiedzić Salzburg. Flota spod znaku Latających Byków stacjonuje na co dzień na tamtejszym lotnisku w specjalnie do tego celu zaprojektowanym hangarze. Myli się jednak ten, kto pomyśli o topornej blaszanej hali. Budynek oznaczony jako hangar 7 jest pięknie zaprojektowaną przeszkloną bryłą i stanowi architektoniczną perełkę tego austriackiego miasta. Hangar 7 to w istocie centrum wystawiennicze z licznymi wystawami, restauracją, galerią.
Spitfire
I jeszcze jeden weteran. Brytyjski spitfire to w zasadzie ikona II wojny światowej, uczestnik bitwy o Anglię, na którym latali również polscy piloci, w tym ci z najsłynniejszego Dywizjonu Myśliwskiego 303. Przez 12 lat z linii montażowych zjechało w sumie ponad 20 tys. sztuk w 22 różnych wariantach. Przez ten czas ciągle był ulepszany, by dorównać kolejnym wersjom messerschmittów. Ostatnie egzemplarze pod względem osiągów przewyższały prototyp kilkakrotnie: moc silnika wzrosła dwa razy, maksymalna masa startowa i prędkość wznoszenia ponaddwukrotnie, siła ognia aż pięciokrotnie.
Spośród kilku odrestaurowanych przez Royal Air Force Battle of Britain Memorial Flight egzemplarzy do Radomia przyleci maszyna wyprodukowana w 1941 roku, która przeszła bardzo burzliwy szlak bojowy. Smaczku dodaje fakt, że malowanie tego spitfire'a zaprojektował Jan Zumbach, dowódca Dywizjonu 303 i as lotnictwa z czasów II wojny światowej. Na kadłubie maszyny dostrzec można postać Kaczora Donalda. Nieco zadziorna postać z kreskówki Disneya była jednym z wojennych przydomków Zumbacha.
BBMF to nic innego jak muzeum lotnictwa na kołach, a w zasadzie na skrzydłach. Grupa stacjonuje w bazie RAF-u w Lincolnshire. Zgromadzona tam flota składa się m.in. ze wspomnianych spitfire'ów (w sumie pięciu), a także dwóch hurricane'ów, bombowca Avro Lancaster oraz amerykańskiego transportowca C-47 Dakota (ten ostatni też zawita do Radomia). Anglicy pieczołowicie przywracają do życia kolejne zabytkowe już maszyny i przy każdej okazji z dumą prezentują je w powietrzu. Przedsięwzięciu patronuje sam książę William, kapitan RAF-u.
Su-22
Su-22 to eksportowa wersja samolotu szturmowo-bombowego Su-17, powstałego pod koniec lat 60. w ZSRR. Do Polski pierwsze egzemplarze Su-22 zaczęły trafiać na początku lat 80. Przez długi czas były jednymi z najliczniej (obok migów 21) eksploatowanych maszyn w polskim lotnictwie. "Suczki" (jak nazywają je pieszczotliwie piloci) napędzane są jednym silnikiem, a cechami charakterystycznymi ich sylwetek są zmienna geometria skrzydeł i wlot powietrza na dziobie. Pewnie za sprawą tych rozwiązań Su-22 uchodził za jedną z ładniejszych i bardziej lubianych przez polskich pilotów maszyn. Ale choć na wyposażeniu polskich Sił Powietrznych nadal pozostaje kilkadziesiąt egzemplarzy, to pod względem technologicznym konstrukcja ta nie przystaje od dawna do wymogów współczesnego pola walki.
Na tegorocznym Air Show pojawią się dwa egzemplarze w rodzimych barwach. Para pilotów z 21. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie przygotowała ponoć atrakcyjny, dynamiczny pokaz z pozorowanym atakiem na cele naziemne. Być może będzie to jedna z ostatnich okazji do obejrzenia Su-22 z biało-czerwoną szachownicą na ogonie w locie. Od kilku lat trwają bowiem dyskusje na temat konieczności zastąpienia wyeksploatowanych i przestarzałych "suczek" nowszymi samolotami. Póki co żadne decyzje nie zapadły.
Piorun
A-10 thunderbolt - pokazy to dla niego nietypowe miejsce. Pomyślany jako samolot bliskiego wsparcia, najlepiej czuje się na pierwszej linii frontu. Dlatego może korzystać ze zniszczonych lotnisk, a nawet prowizorycznych i krótkich pasów startowych. Posyłany w samo oko cyklonu thunderbolt (czyli piorun) został opancerzony, by znieść ostrzał pociskami kalibru 23 mm. Szansę przetrwania i powrotu dają zdublowane instalacje hydrauliczne (w razie potrzeby sterowane ręcznie). W najgorszym razie wyląduje z częściowo urwanym skrzydłem lub odstrzelonym jednym z dwóch silników. Za sprawą nietypowego montażu silników (ukrytych między skrzydłami a ogonem, co ma chronić przed ostrzałem) jego sylwetki nie sposób pomylić z żadnym innym samolotem. Legendarną skuteczność thunderbolt (zwany przez irackich czołgistów "szepczącą śmiercią") zawdzięcza siedmiolufowemu działku, które w każdej minucie wypluwa ponad 4 tys. pocisków kalibru 30 mm. Wystarczy, by zniszczyć każdy czołg. Siła odrzutu tego największego z działek lotniczych jest olbrzymia, ale wbrew krążącym pogłoskom nie jest w stanie zatrzymać lecącego pioruna.
Tajfun
Na koniec dwa przykłady na to, że europejskie lotnictwo wojskowe ciągle się rozwija. EF-2000 typhoon, jas-39 gripen to przedstawiciele myśliwców tzw. generacji 4,5 (technologicznie pomiędzy F-16 a F-22).
Eurofighter typhoon to owoc kooperacji hiszpańsko-włosko-niemiecko-brytyjskiej. Każdy egzemplarz składany jest z części produkowanych w czterech fabrykach. Jest lekki, bo zbudowany głównie z włókien węglowych i szklanych oraz aluminium i tytanu. W kabinie tajfuna nie ma ani jednego zegara albo innego analogowego wskaźnika. Wszelkie parametry lotu, sytuację taktyczną czy informacje o zagrożeniach pilot odczytuje na trzech kolorowych monitorach. Tym samolotem steruje się nie tylko za pomocą rąk, lecz także... głosu. Specjalny system DVI (Direct Voice Input) rozpoznaje zarejestrowany wcześniej wzorzec głosu pilota i reaguje na jego komendy. Zamiast na "klawiszologii" pilot może skoncentrować się na walce albo obronie.
Gripen
Jas-39 gripen to dzieło szwedzkiej firmy SAAB. Szwecja do tego stopnia ceni ideę neutralności, że chce być niezależna od dostaw uzbrojenia. Dlatego postanowiła zaprojektować i wyprodukować własny nowoczesny, wielozadaniowy myśliwiec. Pierwsze testy nie były udane. W czasie szóstego oblotu na początku 1989 roku prototyp rozbił się. W sumie gripen zaliczył kilka wypadków, na szczęście obyło się bez ofiar śmiertelnych. W przeciwieństwie do dwóch pozostałych myśliwców generacji 4,5 gripen jest maszyną jednosilnikową o stosunkowo małej mocy, co jest piętą achillesową całej konstrukcji. Skutek tego jest taki, że gripen zabiera niewiele uzbrojenia, co mocno ogranicza jego możliwości operacyjne.
Podczas Air Show w powietrzu zaprezentuje się gripen, i to aż dwukrotne - w barwach czeskich i węgierskich, a typhoon luftwaffe będzie do obejrzenia na płycie lotniska.
Tak naprawdę każda epoka ma swoje nowinki techniczne. Weźmy taki P-38 lightning z końca lat 30. ubiegłego wieku. Konstrukcja tego amerykańskiego myśliwca była bardzo nowatorska w owym czasie. Samolot tworzą dwa potężne silniki, które przechodzą w dwa kadłuby, a pomiędzy nimi umieszczona jest krótka kabina zakończona na wysokości skrzydła. Jego sylwetka jest nie do pomylenia z żadnym innym samolotem tamtego okresu. P-38 mimo pewnych niedociągnięć (typowa cecha awangardowych rozwiązań technicznych) okazał się doskonałą odpowiedzią na messerschmitta ME-109. Ale nie tylko. Generał George Kenny, który dowodził siłami powietrznymi aliantów na południowo-zachodnim Pacyfiku, o P-38 mawiał: "mój najlepszy sposób na Japończyków".
Prezentowany w Radomiu egzemplarz po zwolnieniu w 1945 roku do cywila rozpoczął karierę sportową w lotniczych wyścigach, niezwykle popularnych w USA. Latał aż do 2001 roku, kiedy jeden z jego silników stanął w płomieniach gdzieś nad Missisipi, po czym runął na pole bawełny. Renowacja zgruchotanego kadłuba zajęła osiem lat. Za to gdy się teraz na niego patrzy, aż trudno uwierzyć, przez co przeszedł. P-38 ze stajni Flying Bulls jest najlepiej zachowanym egzemplarzem tego amerykańskiego myśliwca z czasów II wojny światowej. Jego metaliczna powierzchnia lśni w pełnym słońcu niczym błyskawica. Wizyta P-38 w Radomiu będzie nie lada gratką dla miłośników lotnictwa z okresu II wojny światowej. Tym bardziej że samolot nie tylko wykona przelot nad lotniskiem, ale będzie go także można podziwiać z bliska na wystawie statycznej.
A to zaledwie malutki fragment imponującej kolekcji należącej do austriackiego miliardera, twórcy marki Red Bull Dietricha Mateschitza. Ten ekscentryczny biznesmen zgromadził tak wiele perełek lotnictwa, że aż dech z zazdrości zapiera. Czegóż tam nie ma? Zabytkowy dwupłatowiec PT-17 Stearman, ale i całkiem współczesne cztery alpha jety, waleczny, paliwożerny vought F4 corsair i dostojny douglas DC-6B (własność jugosłowiańskiego przywódcy komunistycznego Josipa Broz Tito), bombowiec B-25J Mitchell i pokaźna flota cywilnych i wojskowych śmigłowców. A to nie wszystko. Kto chciałby obejrzeć te i inne cacka nie tylko w powietrzu, ale całkiem z bliska, powinien odwiedzić Salzburg. Flota spod znaku Latających Byków stacjonuje na co dzień na tamtejszym lotnisku w specjalnie do tego celu zaprojektowanym hangarze. Myli się jednak ten, kto pomyśli o topornej blaszanej hali. Budynek oznaczony jako hangar 7 jest pięknie zaprojektowaną przeszkloną bryłą i stanowi architektoniczną perełkę tego austriackiego miasta. Hangar 7 to w istocie centrum wystawiennicze z licznymi wystawami, restauracją, galerią.
Spitfire
I jeszcze jeden weteran. Brytyjski spitfire to w zasadzie ikona II wojny światowej, uczestnik bitwy o Anglię, na którym latali również polscy piloci, w tym ci z najsłynniejszego Dywizjonu Myśliwskiego 303. Przez 12 lat z linii montażowych zjechało w sumie ponad 20 tys. sztuk w 22 różnych wariantach. Przez ten czas ciągle był ulepszany, by dorównać kolejnym wersjom messerschmittów. Ostatnie egzemplarze pod względem osiągów przewyższały prototyp kilkakrotnie: moc silnika wzrosła dwa razy, maksymalna masa startowa i prędkość wznoszenia ponaddwukrotnie, siła ognia aż pięciokrotnie.
Spośród kilku odrestaurowanych przez Royal Air Force Battle of Britain Memorial Flight egzemplarzy do Radomia przyleci maszyna wyprodukowana w 1941 roku, która przeszła bardzo burzliwy szlak bojowy. Smaczku dodaje fakt, że malowanie tego spitfire'a zaprojektował Jan Zumbach, dowódca Dywizjonu 303 i as lotnictwa z czasów II wojny światowej. Na kadłubie maszyny dostrzec można postać Kaczora Donalda. Nieco zadziorna postać z kreskówki Disneya była jednym z wojennych przydomków Zumbacha.
BBMF to nic innego jak muzeum lotnictwa na kołach, a w zasadzie na skrzydłach. Grupa stacjonuje w bazie RAF-u w Lincolnshire. Zgromadzona tam flota składa się m.in. ze wspomnianych spitfire'ów (w sumie pięciu), a także dwóch hurricane'ów, bombowca Avro Lancaster oraz amerykańskiego transportowca C-47 Dakota (ten ostatni też zawita do Radomia). Anglicy pieczołowicie przywracają do życia kolejne zabytkowe już maszyny i przy każdej okazji z dumą prezentują je w powietrzu. Przedsięwzięciu patronuje sam książę William, kapitan RAF-u.
Su-22
Su-22 to eksportowa wersja samolotu szturmowo-bombowego Su-17, powstałego pod koniec lat 60. w ZSRR. Do Polski pierwsze egzemplarze Su-22 zaczęły trafiać na początku lat 80. Przez długi czas były jednymi z najliczniej (obok migów 21) eksploatowanych maszyn w polskim lotnictwie. "Suczki" (jak nazywają je pieszczotliwie piloci) napędzane są jednym silnikiem, a cechami charakterystycznymi ich sylwetek są zmienna geometria skrzydeł i wlot powietrza na dziobie. Pewnie za sprawą tych rozwiązań Su-22 uchodził za jedną z ładniejszych i bardziej lubianych przez polskich pilotów maszyn. Ale choć na wyposażeniu polskich Sił Powietrznych nadal pozostaje kilkadziesiąt egzemplarzy, to pod względem technologicznym konstrukcja ta nie przystaje od dawna do wymogów współczesnego pola walki.
Na tegorocznym Air Show pojawią się dwa egzemplarze w rodzimych barwach. Para pilotów z 21. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie przygotowała ponoć atrakcyjny, dynamiczny pokaz z pozorowanym atakiem na cele naziemne. Być może będzie to jedna z ostatnich okazji do obejrzenia Su-22 z biało-czerwoną szachownicą na ogonie w locie. Od kilku lat trwają bowiem dyskusje na temat konieczności zastąpienia wyeksploatowanych i przestarzałych "suczek" nowszymi samolotami. Póki co żadne decyzje nie zapadły.
Piorun
A-10 thunderbolt - pokazy to dla niego nietypowe miejsce. Pomyślany jako samolot bliskiego wsparcia, najlepiej czuje się na pierwszej linii frontu. Dlatego może korzystać ze zniszczonych lotnisk, a nawet prowizorycznych i krótkich pasów startowych. Posyłany w samo oko cyklonu thunderbolt (czyli piorun) został opancerzony, by znieść ostrzał pociskami kalibru 23 mm. Szansę przetrwania i powrotu dają zdublowane instalacje hydrauliczne (w razie potrzeby sterowane ręcznie). W najgorszym razie wyląduje z częściowo urwanym skrzydłem lub odstrzelonym jednym z dwóch silników. Za sprawą nietypowego montażu silników (ukrytych między skrzydłami a ogonem, co ma chronić przed ostrzałem) jego sylwetki nie sposób pomylić z żadnym innym samolotem. Legendarną skuteczność thunderbolt (zwany przez irackich czołgistów "szepczącą śmiercią") zawdzięcza siedmiolufowemu działku, które w każdej minucie wypluwa ponad 4 tys. pocisków kalibru 30 mm. Wystarczy, by zniszczyć każdy czołg. Siła odrzutu tego największego z działek lotniczych jest olbrzymia, ale wbrew krążącym pogłoskom nie jest w stanie zatrzymać lecącego pioruna.
Tajfun
Na koniec dwa przykłady na to, że europejskie lotnictwo wojskowe ciągle się rozwija. EF-2000 typhoon, jas-39 gripen to przedstawiciele myśliwców tzw. generacji 4,5 (technologicznie pomiędzy F-16 a F-22).
Eurofighter typhoon to owoc kooperacji hiszpańsko-włosko-niemiecko-brytyjskiej. Każdy egzemplarz składany jest z części produkowanych w czterech fabrykach. Jest lekki, bo zbudowany głównie z włókien węglowych i szklanych oraz aluminium i tytanu. W kabinie tajfuna nie ma ani jednego zegara albo innego analogowego wskaźnika. Wszelkie parametry lotu, sytuację taktyczną czy informacje o zagrożeniach pilot odczytuje na trzech kolorowych monitorach. Tym samolotem steruje się nie tylko za pomocą rąk, lecz także... głosu. Specjalny system DVI (Direct Voice Input) rozpoznaje zarejestrowany wcześniej wzorzec głosu pilota i reaguje na jego komendy. Zamiast na "klawiszologii" pilot może skoncentrować się na walce albo obronie.
Gripen
Jas-39 gripen to dzieło szwedzkiej firmy SAAB. Szwecja do tego stopnia ceni ideę neutralności, że chce być niezależna od dostaw uzbrojenia. Dlatego postanowiła zaprojektować i wyprodukować własny nowoczesny, wielozadaniowy myśliwiec. Pierwsze testy nie były udane. W czasie szóstego oblotu na początku 1989 roku prototyp rozbił się. W sumie gripen zaliczył kilka wypadków, na szczęście obyło się bez ofiar śmiertelnych. W przeciwieństwie do dwóch pozostałych myśliwców generacji 4,5 gripen jest maszyną jednosilnikową o stosunkowo małej mocy, co jest piętą achillesową całej konstrukcji. Skutek tego jest taki, że gripen zabiera niewiele uzbrojenia, co mocno ogranicza jego możliwości operacyjne.
Podczas Air Show w powietrzu zaprezentuje się gripen, i to aż dwukrotne - w barwach czeskich i węgierskich, a typhoon luftwaffe będzie do obejrzenia na płycie lotniska.
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



