Mimo awantury Żywa Biblioteka była w Czytelni Kawy

Anna Jurek
2011-04-15 , aktualizacja: 15.04.2011 17:26
A A A Drukuj
Na Facebooku wrze. Zawiązała się grupa "Nie dla promowania homoseksualizmu w Radomiu" i "Tak dla tolerancji w Radomiu, nie dla politycznej homofobii PiS-u". Prezydent Andrzej Kosztowniak otrzymuje listy protestacyjne, a radny Sławomir Adamiec (PiS) znowu pisze

Fot. Anna Jarecka / Agencja Gazeta
Poszło o zapowiadaną obecność geja w Resursie Obywatelskiej podczas spotkania z Żywą Biblioteką. Radny Adamiec uznał, że gej wśród żywych książek to propagowanie dewiacji, skandal edukacyjny i promocja homoseksualizmu. Radnego poparł Ryszard Fałek, wiceprezydent Radomia. Presji uległa dyrekcja Resursy, w efekcie organizatorzy przenieśli imprezę do Czytelni Kawy (relacja poniżej).

Grupę "Nie dla promowania homoseksualizmu w Radomiu" na Facebooku otwiera informacja: "(...) Podkreślmy, że homoseksualizm jest prywatną sprawą jednostki i w żadnym wypadku nie powinien być kwestią debaty publicznej, ale rozmów w zaciszu domowym, w swoim środowisku. Nie możemy pozwolić, aby zboczenia seksualne były promowane w placówkach kulturalnych naszego miasta!! Parafiliom seksualnym mówimy nie!!!". Tu podpisały się m.in. osoby związane z Młodzieżą Wszechpolską.

Na Facebooku użytkownicy pod komentarzami podpisują się z imienia i nazwiska. Nie kryją też swojego wizerunku. Przy niemal każdym wpisie jest zdjęcie. Niektórzy po prostu wyrażają swoją opinię, inni dyskutują. Ale zdarzają się też posty obraźliwe. "Tak, popierajmy zboczeńców i dewiantów, chcecie, by Wasze dzieci patrzyły na parę liżących się pedałów? Powinno się ich zgromadzić wszystkich w jednym miejscu na jakimś odludziu, żeby nie zarażali innych normalnych ludzi swoim gejostwem" - pisze Michał Nadgrodkiewicz. Z kolei Tomasz Orzechowski napisał: "Żal mi pana Fałka. Pokazać swoją małość i miałkość na tak wysokim stanowisku to wielka sztuka".

Łukasz Wierzbicki mówi "tak" dla tolerancji, ale "nie" dla polityki. "Albo walczysz z nietolerancją, albo z PiS-em, zastanów się. Wykorzystywanie jednego dla drugiego nie jest właściwą metodą" - pisze. Karolina Gurtat twierdzi: "gej to gej, obrzydlistwo, jak chce nim być, niech będzie, ale niech się nie chwali, jak nie będzie tego propagował swoim wyglądem, a przy tym obrzydzał życia innym, to go nikt o nic nie oskarży (...)!".

Tymczasem wczoraj koordynatorzy i sympatycy projektu Żywej Biblioteki z innych miast przysłali list do prezydenta Radomia. Są oburzeni tym, że władze zakazały organizowania imprezy w miejskiej placówce kultury. "Pragniemy przypomnieć, że Żywa Biblioteka jest oficjalną metodą Rady Europy w edukacji na rzecz praw człowieka i z powodzeniem jest realizowana od 10 lat w kilkudziesięciu krajach na świeci" - piszą.

Przypominają główny cel akcji. "Cenimy odmienność poglądów i szanujemy prawo do wartości i własnych opinii pana Sławomira Adamca i pana Ryszarda Fałka, natomiast zakaz organizacji projektu Żywa Biblioteka w placówce miejskiej, motywowany tymi przekonaniami, odbieramy jako nadużycie, które nie powinno mieć miejsca" - zaznaczają w liście. Mają nadzieję, że prezydent przeprosi za zamieszanie organizatorki projektu w Radomiu. W piątek do godz. 12 podpisało się pod tym listem ponad 250 osób z całej Polski.

Głos w sprawie zabrały też ogólnopolskie organizacje broniące praw gejów i lesbijek. W liście przypominają, jaka jest idea Żywej Biblioteki, i twierdzą, że Resursa uległa naciskom politycznym. "Społeczeństwo obywatelskie tworzą wszyscy, w tym ci pochodzący z Afryki, Romowie, niepełnosprawni, ateiści, protestanci, wegetarianie czy geje i lesbijki. Próba cenzury i negowania istnienia jednej z grup zamieszkujących Radom nie ma nic wspólnego z ideą obywatelskości" - uzasadniają. List wysłali m.in. do rzeczniczki praw obywatelskich.

A radny Sławomir Adamiec w bardzo obszernym liście (wysłanym m.in. do innego z radnych) wyjaśnia, dlaczego jest przeciwny projektowi Żywej Biblioteki. „Nie mam wątpliwości, że projekt jest próbą ukrytej formy promocji mniejszości seksualnych w naszym mieście, obrażająca uczucia i wrażliwość większości naszego społeczeństwa” - pisze. Dodaje, że nastąpił „zmasowany atak medialny” na niego. „Posypały się groźby w na forach internetowych (głównie »Gazety Wyborczej «) i w korespondencji mailowej, którą otrzymuję. Niektóre środowiska mniejszości homoseksualnych grożą pikietą pod moim domem i biurem Rady Miejskiej w Radomiu. Pojawiły się również groźby zagrażające bezpieczeństwu życia i zdrowia mojego i mojej Rodziny, o czym złożyłem zawiadomienie do policji i prokuratury” - poinformował radny w liście.

radom.gazeta.pl

Żywa Biblioteka była w Czytelni Kawy

Ateistka, Cyganka, Afrykanin, gej, wegetarianin, katolik... Wczoraj radomianie w Żywej Bibliotece mogli przeczytać tę książkę, która najbardziej ich interesuje. Kto potwierdził, a kto przełamał stereotypy?

Na początek katalog. To tu trzeba było sprawdzić, co można wypożyczyć. Eliza, Patrycja i Sonia, gimnazjalistki bardzo chciały porozmawiać z Afrykaninem. Podeszły do bibliotekarki. Żywa książka akurat była wolna. Usiadły z nią przy stoliku i mogły zapytać, o co chciały. Oczywiście goście nie musieli odpowiadać na każde pytanie.

- Bardzo nas interesowało, jak Afrykaninowi żyje się w Polsce. Powiedział nam, że ma żonę Polkę i że jest mnóstwo różnic kulturowych pomiędzy naszymi krajami - mówią dziewczyny.

Pomysł Żywej Biblioteki powstał w Danii. Akcja została zorganizowana po raz pierwszy w 2000 r. podczas międzynarodowego festiwalu muzycznego w Roskilde. Grupa młodych ludzi związanych z organizacją Stop Przemocy postanowiła zająć się tam tematem respektowania praw człowieka. Spontanicznie zorganizowali bibliotekę, w której można było "wypożyczyć" człowieka, który jest postrzegany w sposób stereotypowy i porozmawiać z nim. Potem podobne projekty ruszyły m.in. w Finlandii, Hiszpanii czy na Węgrzech. Od 2007 r. z żywą książką można spotkać się też w Polsce. W Radomiu taka akcja odbywała się po raz pierwszy.

- Wszystkie żywe książki to mieszkańcy Radomia lub z miastem związane - mówi Ewa Niedziałek, współorganizatorka akcji. - Samo zapraszanie gości do tego projektu było niezwykle ciekawe. Chcieliśmy zaprosić muzułmanina i Żyda, niestety, nie udało się. Przekonałyśmy się jednak, że w Radomiu można również spotkać ludzi różnych wyznań, różnej narodowości, o różnym światopoglądzie - dodaje.

Na spotkanie Żywej Biblioteki w Radomiu przyjechała też Matilda Shayn, mieszkająca w Szwecji dziennikarka. Rozmawiała z ateistką. Z mediów dowiedziała się o zamieszaniu, jakie wywołała obecność geja wśród żywych książek. - W Szwecji również był ten projekt, ale my mamy zupełnie innych gości. U nas można było porozmawiać z transwestytą, Szwedką, która przeszła na muzułmanizm. Dziwna wydawałaby się obecność geja w takim projekcie, ateistki czy wegetarianina. Bo dla nas takie osoby są zwykłymi członkami społeczeństwa, z którymi mamy do czynienia na co dzień - mówi Matilda.

A dlaczego żywe książki zgodziły się na wypożyczenie? Pani Jolanta ma niepełnosprawnego dorosłego syna. - Chcę wytłumaczyć, czym jest niepełnosprawność. Zdarza się, kiedy idę ulicą, a mój syn zaczyna nagle głośno mówić, to ludzie się oglądają. Nie sądzę, że wynika to z braku akceptacji dla niepełnosprawnych, ale z tego, że ludzie nie wiedzą, jak się zachować - tłumaczy pani Jolanta.

Kasia przyszła porozmawiać z gejem. - Głównie o zamieszaniu, jakie wynikło z powodu jego obecności, ale także chciałam tę osobę poznać. Dobrze, że jest taka inicjatywa w Radomiu - mówi dziewczyna.

Od rozpoczęcia Żywej Biblioteki prawie każdy stolik był zajęty i niemal każda żywa książka tak samo chętnie wypożyczana.

Podziel się

  • 89 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów