O co pytał w urzędach dociekliwy pan Sprzęga?
2010-10-05
, aktualizacja: 05.10.2010 15:56
Każdy obywatel ma prawo pytać, jak działają urzędy, a te mają obowiązek odpowiadać. Pozarządowe Centrum Dostępu do Informacji Publicznej chciało sprawdzić, jak to wygląda w praktyce, i poddało prowokacji m.in. magistrat i Starostwo Powiatowe w Radomiu. Jak się spisały te instytucje?
ZOBACZ TAKŻE
- E-urząd w Pionkach za unijne fundusze (12-09-10, 14:23)
By sprawdzić, czy obywatele mają faktycznie zagwarantowane ustawą prawo do informacji publicznej, centrum wysłało zapytania do ponad 400 instytucji w blisko 100 miastach Polski. Podpisywały się pod nimi dwie prywatne fikcyjne osoby. Najwięcej odpowiedzi przychodziło ze starostw powiatowych i urzędów miast - zgodnie z prawem zareagowało 40 proc. pytanych urzędów. W szpitalach było znacznie gorzej, ale niechlubny rekord należy do szkół. Na wysłany listem poleconym wniosek o udostępnienie informacji właściwie zareagowało tylko 7 proc. z nich.
W Radomiu centrum wysłało e-maile do urzędu miasta i starostwa powiatowego. Jak się okazuje, obie instytucje spisały się bardzo dobrze i odpowiedziały na zapytania dociekliwego fikcyjnego obywatela Arkadiusza Sprzęgi.
O co pytał Sprzęga w radomskim magistracie? "Czy (i którzy) przedstawiciele najwyższych władz miasta dysponują służbowymi samochodami osobowymi i czy mogą wykorzystywać je do celów prywatnych, np. weekendowych wyjazdów po zakupy, do kościoła bądź na urlop (...)?". Biuro administracyjno-gospodarcze w ciągu trzech dni napisało do pana Sprzęgi, że "na stanie znajduje się sześć samochodów", są do dyspozycji każdego pracownika niezależnie od zajmowanego stanowiska, a zasady ich wykorzystywania są dostępne w Biuletynie Informacji Publicznej.
- Odpowiadamy na wszystkie pytania, chociaż zdajemy sobie sprawę, że nie zawsze odpowiedzi satysfakcjonują nadawców. Dzieje się tak szczególnie wtedy, gdy odsyłamy kogoś do BIP, aby nie powtarzać danych informacji - mówi Rafał Czajkowski, sekretarz miasta. Dodaje, że do urzędu nie przychodzi zbyt wiele zapytań, częściej zdarzają się propozycje współpracy bądź donosy od "uczciwych mieszkańców". - Zdarzają się też e-maile z zagranicy, w których młodzi kolekcjonerzy gadżetów proszą nas np. o materiały promocyjne miasta - informuje Czajkowski.
W starostwie obywatel Sprzęga chciał się dowiedzieć, czy w tym roku członkowie władz powiatu odbywali służbowe podróże zagraniczne. "Jeśli tak, to byłbym wdzięczny za wskazanie miejsca, gdzie mógłbym znaleźć informację na temat celu wyjazdu oraz jego kosztów. Jednocześnie prosiłbym o udostępnienie drogą mailową kosztorysu/rozliczenia ww. wyjazdu" - napisał.
E-mailem otrzymał odpowiedź, że członkowie władz powiatu uczestniczyli m.in. w wyjeździe na Litwę, informację o dokładnym planie wyprawy oraz kosztach podróży (ponad 4 tys. zł).
Podobnych zapytań w starostwie też nie ma wiele. Od czerwca bieżącego roku, czyli od czasu, kiedy starosta kazał archiwizować wszystkie zapytania, było ich zaledwie pięć. - Mieszkańcy chcieli wiedzieć, jakie remonty przeprowadzono w budynkach starostwa, interesował ich podpis elektroniczny - mówi Marek Oleszczuk, rzecznik starostwa. - Był też jeden pan, który chciał otworzyć firmę diagnostyczno-naprawczą i potrzebna mu była informacja, ile w powiecie jest zarejestrowanych pojazdów - dodaje. W starostwie spodziewają się, że zapytań może być więcej przed wyborami samorządowymi.
Szymon Ossowski, ekspert Pozarządowego Centrum Dostępu do Informacji Publicznej, przypomina, że w urzędach pytać można o wszystko. Podaje ekstremalny przykład. - Nawet jeśli w danej instytucji pytamy urzędnika, w którym pokoju można coś załatwić, a celowo nie otrzymamy takiej odpowiedzi, jest to utrudnianie dostępu do informacji publicznej - tłumaczy.
Co można zrobić, gdy nie otrzymamy odpowiedzi na nasze zapytanie w wyznaczonym terminie? Można napisać skargę, pójść do sądu administracyjnego bądź poinformować prokuraturę. Za tego typu zachowanie urzędnikowi grozi kara grzywny i pozbawienia wolności do roku.
W Radomiu centrum wysłało e-maile do urzędu miasta i starostwa powiatowego. Jak się okazuje, obie instytucje spisały się bardzo dobrze i odpowiedziały na zapytania dociekliwego fikcyjnego obywatela Arkadiusza Sprzęgi.
O co pytał Sprzęga w radomskim magistracie? "Czy (i którzy) przedstawiciele najwyższych władz miasta dysponują służbowymi samochodami osobowymi i czy mogą wykorzystywać je do celów prywatnych, np. weekendowych wyjazdów po zakupy, do kościoła bądź na urlop (...)?". Biuro administracyjno-gospodarcze w ciągu trzech dni napisało do pana Sprzęgi, że "na stanie znajduje się sześć samochodów", są do dyspozycji każdego pracownika niezależnie od zajmowanego stanowiska, a zasady ich wykorzystywania są dostępne w Biuletynie Informacji Publicznej.
- Odpowiadamy na wszystkie pytania, chociaż zdajemy sobie sprawę, że nie zawsze odpowiedzi satysfakcjonują nadawców. Dzieje się tak szczególnie wtedy, gdy odsyłamy kogoś do BIP, aby nie powtarzać danych informacji - mówi Rafał Czajkowski, sekretarz miasta. Dodaje, że do urzędu nie przychodzi zbyt wiele zapytań, częściej zdarzają się propozycje współpracy bądź donosy od "uczciwych mieszkańców". - Zdarzają się też e-maile z zagranicy, w których młodzi kolekcjonerzy gadżetów proszą nas np. o materiały promocyjne miasta - informuje Czajkowski.
W starostwie obywatel Sprzęga chciał się dowiedzieć, czy w tym roku członkowie władz powiatu odbywali służbowe podróże zagraniczne. "Jeśli tak, to byłbym wdzięczny za wskazanie miejsca, gdzie mógłbym znaleźć informację na temat celu wyjazdu oraz jego kosztów. Jednocześnie prosiłbym o udostępnienie drogą mailową kosztorysu/rozliczenia ww. wyjazdu" - napisał.
E-mailem otrzymał odpowiedź, że członkowie władz powiatu uczestniczyli m.in. w wyjeździe na Litwę, informację o dokładnym planie wyprawy oraz kosztach podróży (ponad 4 tys. zł).
Podobnych zapytań w starostwie też nie ma wiele. Od czerwca bieżącego roku, czyli od czasu, kiedy starosta kazał archiwizować wszystkie zapytania, było ich zaledwie pięć. - Mieszkańcy chcieli wiedzieć, jakie remonty przeprowadzono w budynkach starostwa, interesował ich podpis elektroniczny - mówi Marek Oleszczuk, rzecznik starostwa. - Był też jeden pan, który chciał otworzyć firmę diagnostyczno-naprawczą i potrzebna mu była informacja, ile w powiecie jest zarejestrowanych pojazdów - dodaje. W starostwie spodziewają się, że zapytań może być więcej przed wyborami samorządowymi.
Szymon Ossowski, ekspert Pozarządowego Centrum Dostępu do Informacji Publicznej, przypomina, że w urzędach pytać można o wszystko. Podaje ekstremalny przykład. - Nawet jeśli w danej instytucji pytamy urzędnika, w którym pokoju można coś załatwić, a celowo nie otrzymamy takiej odpowiedzi, jest to utrudnianie dostępu do informacji publicznej - tłumaczy.
Co można zrobić, gdy nie otrzymamy odpowiedzi na nasze zapytanie w wyznaczonym terminie? Można napisać skargę, pójść do sądu administracyjnego bądź poinformować prokuraturę. Za tego typu zachowanie urzędnikowi grozi kara grzywny i pozbawienia wolności do roku.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




