Szprendałowicz domaga się przeprosin od Dziennika
2010-07-29
, aktualizacja: 29.07.2010 17:15
Piotr Szprendałowicz, członek zarządu Mazowsza, wystąpił do sądu o ochronę dóbr osobistych przeciwko dziennikarzowi, redaktorowi naczelnemu oraz wydawcy "Dziennika Gazety Prawnej". Pozwał też senatora Prawa i Sprawiedliwości Stanisława Karczewskiego
ZOBACZ TAKŻE
- Wojna na słowa. Wójcik: przeproś! Szprendałowicz: nie (30-07-10, 17:31)
- Zapachniało wojną radomsko-kielecką o scyzoryk w tyłku (01-08-10, 16:00)
- Szprendałowicz: "oddaję się do dyspozycji zarządu PO" (01-07-10, 15:51)
- CBA u członka Zarządu Mazowsza Piotra Szprendałowicza (01-07-10, 11:16)
- Szprendałowicz podejrzany, zarzuty odpiera (08-02-11, 19:31)
- I jak tu rozwijać, organizować - komentarz (30-07-10, 17:35)
- Piotr Skoczylas kandydatem na prezesa Ustronia (27-07-10, 09:32)
- Parking przy dworcu? "Parkuj i jedź" bez porozumienia (04-07-10, 17:58)
- Poseł Krzysztof Sońta (PiS) potrącił kobietę samochodem (28-07-10, 15:33)
- Nie mogę pozwolić, by mnie oczerniano. By szargano moje dobre imię, na które ciężko pracuję - komentuje Szprendałowicz, który jest też kandydatem Platformy Obywatelskiej na prezydenta Radomia.
Przypomnijmy: 1 lipca w "Dzienniku Gazecie Prawnej" ukazał się artykuł "Myśliwska fuzja pogrąża polityka Platformy". Przeczytać w nim można było (w wersji elektronicznej), że Centralne Biuro Antykorupcyjne zabezpieczyło broń myśliwską w domu Szprendałowicza, a wizyta ta była "efektem śledztwa dotyczącego podejrzeń o popełnienie przez marszałka Szprendałowicza przestępstw przeciwko dokumentom". Anonimowy prokurator twierdził: "Podejrzewamy, że sfałszował swój egzamin myśliwski i wyłudził od komendanta wojewódzkiego policji w Radomiu pozwolenie na broń".
Szprendałowicz mówi, że wysłał do gazety pismo z żądaniem sprostowania, bo nie jest podejrzanym, tylko jednym ze świadków w sprawie. Ponieważ gazeta sprostowania nie zamieściła, wystąpił do sądu - domaga się przeprosin oraz wpłaty 100 tys. zł na rzecz Hospicjum Królowej Apostołów. Podobne żądania zawarł w drugim pozwie - przeciwko senatorowi PiS-u Stanisławowi Karczewskiemu. W tym przypadku chodzi o 50 tys. zł na Ośrodek Adopcyjno-Opiekuńczy w Radomiu.
- Senator zamieścił na swojej stronie internetowej informację o artykule w "Dzienniku Gazecie Prawnej" i opatrzył ją swoim tytułem, z którego wynikało, że przedstawiono mi zarzuty. Z kolei w zakładce "Moje opinie" napisał, że w nielegalny sposób wszedłem w posiadanie broni, co jest nieprawdą - argumentuje Szprendałowicz.
Chcieliśmy prosić o komentarz redaktora naczelnego "Dziennika Gazety Prawnej" Tomasza Wróblewskiego. Jego asystentka przekazała nam tylko, że sprostowania nie zamieszczono z "powodów formalnych".
- Podałem informacje, które były w gazecie. Ja nie mogę odpowiadać za to, czy one są prawdziwe. Nikogo nie chciałem obrazić. Czekam spokojnie na pozew, bo jeszcze nie dostałem jego treści - powiedział nam z kolei senator Karczewski.
Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Beata Syk-Jankowska potwierdziła, że Szprendałowicz był przesłuchiwany przez prokuraturę w Chełmie w charakterze świadka. Śledztwo prowadzone jest w sprawie "poświadczenia od 30 marca 2009 do 7 sierpnia 2009 roku nieprawdy w kartach egzaminacyjnych i innych dokumentach przez członków komisji egzaminacyjnej Zarządu Okręgu Polskiego Związku Łowieckiego w Radomiu oraz wydania poświadczającego nieprawdę zaświadczenia o uzyskaniu przez ustaloną osobę uprawnień do polowania, a także wyłudzenia na podstawie tego zaświadczenia członkostwa w PZŁ i decyzji komendanta wojewódzkiego policji o pozwoleniu na broń w celach łowieckich". Zarzutów dotąd nikomu nie postawiono.
Szprendałowicz podkreśla, że dwa tygodnie temu do prokuratury zgłosił się sam. - Chcę być transparentny. Po spotkaniu z prokuratorem wiem, że nie ma w tej sprawie wątku korupcyjnego, a donos dotyczący mnie trafił do CBA, by podgrzać atmosferę. Prokurator ma wiedzę, z której wynika, że uczestniczyłem w szkoleniu, stażu myśliwskim i egzaminach - podkreśla. Uważa, że cała sprawa jest grą polityczną. - Być może ten atak na mnie jest próbą odwrócenia uwagi od problemów, jakie mają władze miasta, które wykazała np. kontrola Regionalnej Izby Obrachunkowej? A może ktoś widzi we mnie zagrożenie dla układów polityczno-biznesowych, które działają w naszym mieście? - komentuje Szprendałowicz.
Przypomnijmy: 1 lipca w "Dzienniku Gazecie Prawnej" ukazał się artykuł "Myśliwska fuzja pogrąża polityka Platformy". Przeczytać w nim można było (w wersji elektronicznej), że Centralne Biuro Antykorupcyjne zabezpieczyło broń myśliwską w domu Szprendałowicza, a wizyta ta była "efektem śledztwa dotyczącego podejrzeń o popełnienie przez marszałka Szprendałowicza przestępstw przeciwko dokumentom". Anonimowy prokurator twierdził: "Podejrzewamy, że sfałszował swój egzamin myśliwski i wyłudził od komendanta wojewódzkiego policji w Radomiu pozwolenie na broń".
Szprendałowicz mówi, że wysłał do gazety pismo z żądaniem sprostowania, bo nie jest podejrzanym, tylko jednym ze świadków w sprawie. Ponieważ gazeta sprostowania nie zamieściła, wystąpił do sądu - domaga się przeprosin oraz wpłaty 100 tys. zł na rzecz Hospicjum Królowej Apostołów. Podobne żądania zawarł w drugim pozwie - przeciwko senatorowi PiS-u Stanisławowi Karczewskiemu. W tym przypadku chodzi o 50 tys. zł na Ośrodek Adopcyjno-Opiekuńczy w Radomiu.
- Senator zamieścił na swojej stronie internetowej informację o artykule w "Dzienniku Gazecie Prawnej" i opatrzył ją swoim tytułem, z którego wynikało, że przedstawiono mi zarzuty. Z kolei w zakładce "Moje opinie" napisał, że w nielegalny sposób wszedłem w posiadanie broni, co jest nieprawdą - argumentuje Szprendałowicz.
Chcieliśmy prosić o komentarz redaktora naczelnego "Dziennika Gazety Prawnej" Tomasza Wróblewskiego. Jego asystentka przekazała nam tylko, że sprostowania nie zamieszczono z "powodów formalnych".
- Podałem informacje, które były w gazecie. Ja nie mogę odpowiadać za to, czy one są prawdziwe. Nikogo nie chciałem obrazić. Czekam spokojnie na pozew, bo jeszcze nie dostałem jego treści - powiedział nam z kolei senator Karczewski.
Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Beata Syk-Jankowska potwierdziła, że Szprendałowicz był przesłuchiwany przez prokuraturę w Chełmie w charakterze świadka. Śledztwo prowadzone jest w sprawie "poświadczenia od 30 marca 2009 do 7 sierpnia 2009 roku nieprawdy w kartach egzaminacyjnych i innych dokumentach przez członków komisji egzaminacyjnej Zarządu Okręgu Polskiego Związku Łowieckiego w Radomiu oraz wydania poświadczającego nieprawdę zaświadczenia o uzyskaniu przez ustaloną osobę uprawnień do polowania, a także wyłudzenia na podstawie tego zaświadczenia członkostwa w PZŁ i decyzji komendanta wojewódzkiego policji o pozwoleniu na broń w celach łowieckich". Zarzutów dotąd nikomu nie postawiono.
Szprendałowicz podkreśla, że dwa tygodnie temu do prokuratury zgłosił się sam. - Chcę być transparentny. Po spotkaniu z prokuratorem wiem, że nie ma w tej sprawie wątku korupcyjnego, a donos dotyczący mnie trafił do CBA, by podgrzać atmosferę. Prokurator ma wiedzę, z której wynika, że uczestniczyłem w szkoleniu, stażu myśliwskim i egzaminach - podkreśla. Uważa, że cała sprawa jest grą polityczną. - Być może ten atak na mnie jest próbą odwrócenia uwagi od problemów, jakie mają władze miasta, które wykazała np. kontrola Regionalnej Izby Obrachunkowej? A może ktoś widzi we mnie zagrożenie dla układów polityczno-biznesowych, które działają w naszym mieście? - komentuje Szprendałowicz.
- 12 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
17 głosów
-
Szprendałowicz domaga się przeprosin od Dziennika
prawda_cie_wyzwoli
30.07.10, 07:07
Panie Szprendałowicz ja to Karczewskiemu dałabym nagrodę a nie pozew. Pana zdjęcie, które umieścił Karczewski to Ekstraklasa :) Przypomnę: »
-
Szprendałowicz to karierowicz;
radomiakradomiaczek
30.07.10, 10:08
Cwaniak poczuł władzę i mysli, że mu wszystko wolno.»
Najczęściej czytane24 htydzień




