Dlaczego w telewizorze znowu nie ma bajki?
2010-04-15
, aktualizacja: 15.04.2010 22:12
Ile dni Pan Prezydent jest już w niebie? Czy ma osobne niebo, czy jest w takim dla normalnych ludzi? Czy w samolocie były zwierzęta? - małe dzieci pytają o tragedię w Smoleńsku. Najgorsze, co możemy zrobić, to zostawić je z tym wszystkim bez komentarza - mówi psycholog rozwojowy dr Witold Ligęza.
ZOBACZ TAKŻE
- Takie chwile to się pamięta do końca życia (18-04-10, 21:00)
- Godzic: Media stworzyły atmosferę końca świata (15-04-10, 11:00)
- Garstka ludzi przed telebimem na deptaku (16-04-10, 17:48)
- Psycholodzy zaopiekują się dziećmi ofiar katastrofy (20-04-10, 10:00)
- Słowa otuchy płyną do nas z zagranicy (15-04-10, 12:53)
- Przerwana warta pod krzyżem katyńskim (28-04-10, 22:28)
RAPORTY
Olga Szpunar: Powiedziałam trzyletniemu synowi, że wszyscy, którzy byli w tym samolocie, są już w niebie, że patrzą na nas z góry i nic ich nie boli.
Dr Witold Ligęza, psycholog rozwojowy: - Dobrze pani powiedziała.
Pewnie lepiej by było, gdyby w naszym domu telewizor nie chodził od rana do wieczora, gdyby syn nie widział rozbitego samolotu i tych wszystkich płaczących ludzi...
- Mało prawdopodobne, by udało się ochronić dziecko przed tym wszystkim, co się teraz dzieje. Jeśli o tragedii nie dowie się z telewizji, to dowie się od kolegów z przedszkola. Wyjdzie na ulicę, zobaczy wieńce, znicze, płaczących ludzi, czarne flagi...
No i trzeba wytłumaczyć, dlaczego już piąty dzień z rzędu nie ma bajki...
- Nie czarujmy się. Dzieci czują, że stało się coś niedobrego, tyle że odbierają tę katastrofę na swój sposób. Na swoim poziomie widzenia świata. Pierwszą reakcją mojego dziecka na to wydarzenie był płacz, że samolot się zniszczył. Płakało za zepsutą maszyną. Nie pomyślało nawet, że ktoś w niej leciał. Dzieci znajomych martwiły się z kolei, czy były tam jakieś zwierzęta i czy one też zginęły.
Synek znajomej dopytywał się zdenerwowany, czy na pokładzie na pewno nie było Scooby'ego-Doo.
- No właśnie. Dzieci nie są w stanie tak jak my zrozumieć tej katastrofy. Przekładają ją na coś, co jest im znane.
Dlatego maluchom trzeba to wszystko wyjaśnić na ich poziomie myślenia. Nie chodzi o to, by z tragedii robić kreskówkę, ale nie należy też przesadzać ze szczegółami. Jedno jest pewne. W całej tej sytuacji najgorszy nie jest włączony telewizor, ale brak naszego komentarza do tego, co on pokazuje.
Nie trzeba mieć wyrzutów sumienia, że pozwoliło się dzieciom na to patrzeć?
- Ja rozumiem, że wielu rodziców zamarło przed telewizorami w sobotę i nie zważali na to, że obok kręcą się małe dzieci i widzą to, co my, ale z przerażeniem przeczytałem o przedszkolankach z Saskiej Kępy, które specjalnie usadziły trzy - i czterolatki przed telewizorem i kazały im oglądać całą transmisję z przyjazdu do Polski trumny z ciałem Marii Kaczyńskiej. Telewizor w tym przedszkolu został wyciągnięty z szafy po raz pierwszy nie po to, by pokazać maluchom na przykład program edukacyjny tylko... pogrzeb! Po reakcji tych dzieciaków widać, że przedszkolanki niewiele wcześniej im wytłumaczyły. Na drugi dzień dzieci mówiły, że nie chcą iść do przedszkola, bo tam pokazują "straszne filmy". Używały słów "szczątki" i " zwłoki" wiedząc, że to coś strasznego, ale nie rozumiejąc co. Tak nie wolno! To może nieść ze sobą fatalne konsekwencje. By poradzić sobie z emocjami, trzeba je nazwać i zrozumieć. Jeśli dzieci są tylko ich biernymi odbiorcami, czują jedynie, że stało się coś bardzo złego, ale nie rozumieją, co to jest, może to zrodzić traumę, z którą nie poradzą sobie do końca życia.
Małopolski kurator oświaty powiedział nauczycielom, że ich obowiązkiem jest rozmawiać o katastrofie z dziećmi. Ma Pan przekonanie, że potrafią porozmawiać również z najmłodszymi?
- Po tym, co stało się w Warszawie, nie jestem tego taki pewien. Chciałbym jednak wierzyć, że wielu ma wyczucie i robi to dobrze. Pamiętajmy, że wypadek wydarzył się w sobotę. Rodzice mieli czas, by porozmawiać o tym z dziećmi w domach. Wielu wyręczyło nauczycieli.
Córka koleżanki przyszła do niej z zabawką-ślimakiem i powiedziała, że ślimak jest zmęczony tą żałobą i prosi o wyłączenie tej smutnej telewizji. Tymczasem przeraźliwie smutno jest w wielu przedszkolach! Dzieci malują flagi z kirami, w niektórych każe się im ubierać się na czarno.
- Dzieci nie są w stanie znieść tak dużego bagażu emocji. Od znajomych wiem, że po dwóch, trzech dniach żałoby wielu rzeczywiście zaczęło prosić rodziców, by nie włączali telewizorów. Jeśli do tego dodamy żałobę w przedszkolach i rysowanie czarnych kirów, to może okazać się za dużo. Zastanawiam się, jaki cel chciało osiągnąć przedszkole, każąc trzylatkom ubierać się na czarno. Zgaduję, że "panie" chciały tym samym nauczyć dzieci szacunku do śmierci. Nie tędy droga. To jest akurat temat, który w odpowiednim czasie powinna załatwić rodzina. Czas na to raz przychodzi wcześniej, raz później. W normalnych warunkach pojawia się zazwyczaj, gdy umrze na przykład dziadek czy babcia.
Po tej katastrofie wiele pytań do wielu dzieci przyszło za wcześnie. Te, które o śmierci zaczęłyby myśleć za rok dwa, pięć lat, pytają dziś: "Mamo, czy ty też umrzesz", "Co to jest grzebanie"...?
- Dobrze, że pytają. W ten sposób oswajają temat. Moja córka już dziś spokojnie liczy, ile dni Pan Prezydent jest już w niebie. Spytała mnie również, czy poprzedni prezydent też zginął. I czy pójdę na wybory. Jest już w jakiś sposób oswojona z tym, co może przynieść życie.
Dr Witold Ligęza, psycholog rozwojowy: - Dobrze pani powiedziała.
Pewnie lepiej by było, gdyby w naszym domu telewizor nie chodził od rana do wieczora, gdyby syn nie widział rozbitego samolotu i tych wszystkich płaczących ludzi...
- Mało prawdopodobne, by udało się ochronić dziecko przed tym wszystkim, co się teraz dzieje. Jeśli o tragedii nie dowie się z telewizji, to dowie się od kolegów z przedszkola. Wyjdzie na ulicę, zobaczy wieńce, znicze, płaczących ludzi, czarne flagi...
No i trzeba wytłumaczyć, dlaczego już piąty dzień z rzędu nie ma bajki...
- Nie czarujmy się. Dzieci czują, że stało się coś niedobrego, tyle że odbierają tę katastrofę na swój sposób. Na swoim poziomie widzenia świata. Pierwszą reakcją mojego dziecka na to wydarzenie był płacz, że samolot się zniszczył. Płakało za zepsutą maszyną. Nie pomyślało nawet, że ktoś w niej leciał. Dzieci znajomych martwiły się z kolei, czy były tam jakieś zwierzęta i czy one też zginęły.
Synek znajomej dopytywał się zdenerwowany, czy na pokładzie na pewno nie było Scooby'ego-Doo.
- No właśnie. Dzieci nie są w stanie tak jak my zrozumieć tej katastrofy. Przekładają ją na coś, co jest im znane.
Dlatego maluchom trzeba to wszystko wyjaśnić na ich poziomie myślenia. Nie chodzi o to, by z tragedii robić kreskówkę, ale nie należy też przesadzać ze szczegółami. Jedno jest pewne. W całej tej sytuacji najgorszy nie jest włączony telewizor, ale brak naszego komentarza do tego, co on pokazuje.
Nie trzeba mieć wyrzutów sumienia, że pozwoliło się dzieciom na to patrzeć?
- Ja rozumiem, że wielu rodziców zamarło przed telewizorami w sobotę i nie zważali na to, że obok kręcą się małe dzieci i widzą to, co my, ale z przerażeniem przeczytałem o przedszkolankach z Saskiej Kępy, które specjalnie usadziły trzy - i czterolatki przed telewizorem i kazały im oglądać całą transmisję z przyjazdu do Polski trumny z ciałem Marii Kaczyńskiej. Telewizor w tym przedszkolu został wyciągnięty z szafy po raz pierwszy nie po to, by pokazać maluchom na przykład program edukacyjny tylko... pogrzeb! Po reakcji tych dzieciaków widać, że przedszkolanki niewiele wcześniej im wytłumaczyły. Na drugi dzień dzieci mówiły, że nie chcą iść do przedszkola, bo tam pokazują "straszne filmy". Używały słów "szczątki" i " zwłoki" wiedząc, że to coś strasznego, ale nie rozumiejąc co. Tak nie wolno! To może nieść ze sobą fatalne konsekwencje. By poradzić sobie z emocjami, trzeba je nazwać i zrozumieć. Jeśli dzieci są tylko ich biernymi odbiorcami, czują jedynie, że stało się coś bardzo złego, ale nie rozumieją, co to jest, może to zrodzić traumę, z którą nie poradzą sobie do końca życia.
Małopolski kurator oświaty powiedział nauczycielom, że ich obowiązkiem jest rozmawiać o katastrofie z dziećmi. Ma Pan przekonanie, że potrafią porozmawiać również z najmłodszymi?
- Po tym, co stało się w Warszawie, nie jestem tego taki pewien. Chciałbym jednak wierzyć, że wielu ma wyczucie i robi to dobrze. Pamiętajmy, że wypadek wydarzył się w sobotę. Rodzice mieli czas, by porozmawiać o tym z dziećmi w domach. Wielu wyręczyło nauczycieli.
Córka koleżanki przyszła do niej z zabawką-ślimakiem i powiedziała, że ślimak jest zmęczony tą żałobą i prosi o wyłączenie tej smutnej telewizji. Tymczasem przeraźliwie smutno jest w wielu przedszkolach! Dzieci malują flagi z kirami, w niektórych każe się im ubierać się na czarno.
- Dzieci nie są w stanie znieść tak dużego bagażu emocji. Od znajomych wiem, że po dwóch, trzech dniach żałoby wielu rzeczywiście zaczęło prosić rodziców, by nie włączali telewizorów. Jeśli do tego dodamy żałobę w przedszkolach i rysowanie czarnych kirów, to może okazać się za dużo. Zastanawiam się, jaki cel chciało osiągnąć przedszkole, każąc trzylatkom ubierać się na czarno. Zgaduję, że "panie" chciały tym samym nauczyć dzieci szacunku do śmierci. Nie tędy droga. To jest akurat temat, który w odpowiednim czasie powinna załatwić rodzina. Czas na to raz przychodzi wcześniej, raz później. W normalnych warunkach pojawia się zazwyczaj, gdy umrze na przykład dziadek czy babcia.
Po tej katastrofie wiele pytań do wielu dzieci przyszło za wcześnie. Te, które o śmierci zaczęłyby myśleć za rok dwa, pięć lat, pytają dziś: "Mamo, czy ty też umrzesz", "Co to jest grzebanie"...?
- Dobrze, że pytają. W ten sposób oswajają temat. Moja córka już dziś spokojnie liczy, ile dni Pan Prezydent jest już w niebie. Spytała mnie również, czy poprzedni prezydent też zginął. I czy pójdę na wybory. Jest już w jakiś sposób oswojona z tym, co może przynieść życie.
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
144 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




