Kto kieruje na badania, ten płaci. A pacjent ma kłopot
2010-04-15
, aktualizacja: 15.04.2010 17:10
Jeśli leczysz się u specjalisty w Warszawie czy Kielcach i tam dostajesz skierowanie na badania, nie możesz ich zrobić bezpłatnie w Radomiu. Chyba, że lekarz rodzinny zgodzi się przepisać skierowanie. A wcale nie musi
ZOBACZ TAKŻE
- Mammografy po kontroli. Nie wszędzie jest dobrze (03-09-10, 16:56)
- Na oddziale ginekologiczno-położniczym praca wre (26-03-10, 17:11)
- Ponad 14 mln zł na inwestycje w regionie radomskim (19-03-10, 18:20)
Pani M. miała zabieg w jednym z kieleckich szpitali. Za miesiąc ma pojechać do kontroli i przywieźć ze sobą wyniki badań analitycznych krwi. Lekarz w Kielcach wypisał jej skierowanie. Okazuje się jednak, że w Radomiu badań finansowanych przez NFZ wykonać nie może. Skierowanie jest ze szpitala w Kielcach, więc tam powinna pójść do laboratorium.
- Mam jechać 160 km w obie strony, by zrobić sobie dwa badania, a za kilka dni jeszcze raz na wizytę kontrolną? Brać dodatkowo dzień urlopu? Oczywiście, że rezygnuję i pójdę do laboratorium prywatnego. Ale uważam, że skoro pracuję 30 lat i płacę regularnie składki zdrowotne, praktycznie z publicznej służby zdrowia nie korzystając, to nie powinny mnie obchodzić jakieś zasady ustalone przez NFZ - komentuje pacjentka. Dodaje, że czuje się dobrze, zabieg się udał i spokojnie jedzie na kontrolę. - Ale co mają powiedzieć np. ciężko chorzy na raka, którzy nie dość, że są wyczerpani, załamani psychicznie to jeszcze stawia się im takie biurokratyczne bariery? - podkreśla pani M.
Przepisy mówią: kto zleca badania, płaci za nie ze swojego kontraktu. - Te kwestie reguluje rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej z 6 maja 2008 r. Wynika z niego, że jeśli lekarz przejmuje pacjenta, to z obowiązkiem wykonania badań na swój koszt. Dlatego jeśli badania zleca konkretny szpital, nie ma możliwości wykonania ich w innym - mówi Andrzej Cieślik, dyrektor radomskiej delegatury NFZ. Wyjątkiem jest tomografia czy rezonans magnetyczny, tu nie ma rejonizacji.
Cieślik przyznaje, że bardzo często ma interwencje w podobnych sprawach. - W ubiegłym tygodniu byli u mnie pacjenci warszawskich szpitali: na Bródnie i przy Banacha. Niektórzy warszawscy lekarze mówią radomianom wprost: proszę sobie zrobić badania. Ci pacjenci idą po skierowania do swojego lekarza rodzinnego i spotykają się z odmową. Bo lekarz rodzinny może kontynuować leczenie specjalisty, ale farmakologiczne, a więc wypisywać recepty. Badań zlecać nie musi i pacjent nie może tego żądać - tłumaczy Cieślik. Przyznaje, że w Radomiu także są lekarze specjaliści, którzy sami nie wypisują skierowań na badania tylko odsyłają po nie do lekarza rodzinnego. - I to pacjent ma kłopot, bo dostaje od specjalisty kartkę z wykazem badań i idzie z nią do przychodni rejonowej. A wypisanie skierowania to dobra wola lekarza rodzinnego - podkreśla Cieślik.
Kiedy poradnia lekarzy rodzinnych podpisuje kontrakt z NFZ za każdego zapisanego pacjenta dostaje tzw. stawkę kapitacyjną, która rocznie wynosi 96 zł. Może się zdarzyć, że jeden pacjent przez kilka lat nie będzie potrzebował porady, a inni odwiedzają lekarza co najmniej raz w miesiącu. I bez względu na to i za jednego i za drugiego ten dostanie z NFZ tylko 96 zł. Z pieniędzy tych musi zapłacić za zlecone badania, wynagrodzenie personelu, utrzymanie przychodni, jakieś konieczne remonty, zakupić sprzęt, który np. szpitalowi funduje gmina.
Lekarz rodzinny Wojciech Pacholicki potwierdza - coraz częściej się zdarza, że pacjent leczący się u specjalisty przychodzi do jego przychodni i pyta, czy mógłby tam wykonać badania, bo dostał takie zalecenie.
- Większy problem jest z tymi, którzy leczą się poza Radomiem. Gdyby chcieć trzymać się tego rozporządzenia, powinniśmy odmówić im zlecenia badań. Ale każdy z nas jest człowiekiem i nie sądzę, aby któryś z kolegów pozwolił, by pacjent onkologiczny w ciężkim stanie bądź rodzice z malutkim dzieckiem jechali do Warszawy na morfologię - mówi Pacholicki. Są kliniki, w których pacjent rano może wykonać badania, a w południe ma już wynik i może iść do lekarza. - Ale przy takiej liczbie pacjentów, jakie przyjmują kliniki, trudno może we wszystkich tak zorganizować pracę - zauważa Pacholicki.
Z rozporządzenia ministra zdrowia wynika też, że "w przypadku zakwalifikowania świadczeniobiorcy do leczenia szpitalnego, a w szczególności do planowego leczenia operacyjnego, szpital wykonuje konieczne dla leczenia szpitalnego badania diagnostyczne i konsultacje". Oznacza to, że lekarz, który kieruje nas na zabieg do szpitala, nie może powiedzieć: proszę się zgłosić na izbę przyjęć z kompletem badań. A to, niestety, praktycznie jest normą. Zgodnie z przepisami badania powinien wykonać szpital na swój koszt.
magdalena.ciepielak@radom.agora.pl
- Mam jechać 160 km w obie strony, by zrobić sobie dwa badania, a za kilka dni jeszcze raz na wizytę kontrolną? Brać dodatkowo dzień urlopu? Oczywiście, że rezygnuję i pójdę do laboratorium prywatnego. Ale uważam, że skoro pracuję 30 lat i płacę regularnie składki zdrowotne, praktycznie z publicznej służby zdrowia nie korzystając, to nie powinny mnie obchodzić jakieś zasady ustalone przez NFZ - komentuje pacjentka. Dodaje, że czuje się dobrze, zabieg się udał i spokojnie jedzie na kontrolę. - Ale co mają powiedzieć np. ciężko chorzy na raka, którzy nie dość, że są wyczerpani, załamani psychicznie to jeszcze stawia się im takie biurokratyczne bariery? - podkreśla pani M.
Przepisy mówią: kto zleca badania, płaci za nie ze swojego kontraktu. - Te kwestie reguluje rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej z 6 maja 2008 r. Wynika z niego, że jeśli lekarz przejmuje pacjenta, to z obowiązkiem wykonania badań na swój koszt. Dlatego jeśli badania zleca konkretny szpital, nie ma możliwości wykonania ich w innym - mówi Andrzej Cieślik, dyrektor radomskiej delegatury NFZ. Wyjątkiem jest tomografia czy rezonans magnetyczny, tu nie ma rejonizacji.
Cieślik przyznaje, że bardzo często ma interwencje w podobnych sprawach. - W ubiegłym tygodniu byli u mnie pacjenci warszawskich szpitali: na Bródnie i przy Banacha. Niektórzy warszawscy lekarze mówią radomianom wprost: proszę sobie zrobić badania. Ci pacjenci idą po skierowania do swojego lekarza rodzinnego i spotykają się z odmową. Bo lekarz rodzinny może kontynuować leczenie specjalisty, ale farmakologiczne, a więc wypisywać recepty. Badań zlecać nie musi i pacjent nie może tego żądać - tłumaczy Cieślik. Przyznaje, że w Radomiu także są lekarze specjaliści, którzy sami nie wypisują skierowań na badania tylko odsyłają po nie do lekarza rodzinnego. - I to pacjent ma kłopot, bo dostaje od specjalisty kartkę z wykazem badań i idzie z nią do przychodni rejonowej. A wypisanie skierowania to dobra wola lekarza rodzinnego - podkreśla Cieślik.
Kiedy poradnia lekarzy rodzinnych podpisuje kontrakt z NFZ za każdego zapisanego pacjenta dostaje tzw. stawkę kapitacyjną, która rocznie wynosi 96 zł. Może się zdarzyć, że jeden pacjent przez kilka lat nie będzie potrzebował porady, a inni odwiedzają lekarza co najmniej raz w miesiącu. I bez względu na to i za jednego i za drugiego ten dostanie z NFZ tylko 96 zł. Z pieniędzy tych musi zapłacić za zlecone badania, wynagrodzenie personelu, utrzymanie przychodni, jakieś konieczne remonty, zakupić sprzęt, który np. szpitalowi funduje gmina.
Lekarz rodzinny Wojciech Pacholicki potwierdza - coraz częściej się zdarza, że pacjent leczący się u specjalisty przychodzi do jego przychodni i pyta, czy mógłby tam wykonać badania, bo dostał takie zalecenie.
- Większy problem jest z tymi, którzy leczą się poza Radomiem. Gdyby chcieć trzymać się tego rozporządzenia, powinniśmy odmówić im zlecenia badań. Ale każdy z nas jest człowiekiem i nie sądzę, aby któryś z kolegów pozwolił, by pacjent onkologiczny w ciężkim stanie bądź rodzice z malutkim dzieckiem jechali do Warszawy na morfologię - mówi Pacholicki. Są kliniki, w których pacjent rano może wykonać badania, a w południe ma już wynik i może iść do lekarza. - Ale przy takiej liczbie pacjentów, jakie przyjmują kliniki, trudno może we wszystkich tak zorganizować pracę - zauważa Pacholicki.
Z rozporządzenia ministra zdrowia wynika też, że "w przypadku zakwalifikowania świadczeniobiorcy do leczenia szpitalnego, a w szczególności do planowego leczenia operacyjnego, szpital wykonuje konieczne dla leczenia szpitalnego badania diagnostyczne i konsultacje". Oznacza to, że lekarz, który kieruje nas na zabieg do szpitala, nie może powiedzieć: proszę się zgłosić na izbę przyjęć z kompletem badań. A to, niestety, praktycznie jest normą. Zgodnie z przepisami badania powinien wykonać szpital na swój koszt.
magdalena.ciepielak@radom.agora.pl
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Kto kieruje na badania, ten płaci. A pacjent ma...
bibis5
16.04.10, 07:50
Te przepisy są nieludzkie, ale dycydenci zasłaniają się tymi przepisami zamiast zrobić wszystko, by zmienić te je, aby były bardziej przyjaznymi dla ludzi chorych i nieszczęśliwych.»
Najczęściej czytane24 htydzień




