Rozmowa z przewodniczącym rady miejskiej Dariuszem Wójcikiem (PiS)
Jeden z ważniejszych obowiązków radnego
Magdalena Ciepielak: Czy radni mają dyżury w zakresie swoich obowiązków, za które dostają wysokie, jak na warunki radomskie, wynagrodzenie?
- Nie. Jest dobrowolne, ale ja uważam dyżury za jeden z ważniejszych obowiązków radnego.
Sprawdzaliśmy przez tydzień, czy radni też tak uważają. I wypadło fatalnie...
- Ja zawsze jestem na dyżurze, można to sprawdzić, bo wszystkich, którzy do mnie przychodzą zapisuję w kalendarzu, także ich sprawy. A jeśli nie mogę być, to pani Marylka z sekretariatu podaje mój numer telefonu albo zapisuje dane osoby czy umawia mnie na inny termin. W pierwszy poniedziałek ferii na dyżurze nie byłem, bo byłem na urlopie i wyjechałem poza Radom. Dziwię się, bo kiedy ja jestem w biurze, widzę radnych, którzy przychodzą na dyżur. Pani Korpetta-Zych jest zawsze, pan Marcinkowski, do radnego Fiszera są tłumy...
To co, może jakiś pech? Trafiliśmy na zły okres?
- Może okres feryjny? Zresztą nie chciałbym się za kogoś wypowiadać, ja podchodzę do dyżurów rzetelnie.
Jeden radny w ogóle nie dyżuruje w biurze przy ul. Moniuszki, tylko poinformował na stronie internetowej, że przyjmuje w Klubie Tańca na Ustroniu, czyli blisko swojego domu. To w porządku?
- A dlaczego nie? To dobrze. Jeśli jest z tego okręgu? Sam podpisywałem pismo do SM "Ustronie" o bezpłatne użyczenie Klubu Tańca dla radnych. Nieraz sam tam się spotykam z wyborcami.
Niektórzy radni mają wyznaczone dyżury w godzinach pracy.
- Nie wiem, gdzie pracują.
W instytucjach publicznych, utrzymywanych z naszych podatków. Zresztą i tak ich na dyżurze nie zastaliśmy.
- To, jak mi się wydaje, nie jest w porządku.
Rozmowa z Waldemarem Kordzińskim, radnym PO
Bo ta środa specyficzna była
Anna Jurek: Ostatnio nie było pana na dyżurze radnych ani żadnego z pana kolegów. Dlaczego?
Waldemar Kordziński: Żadnego? Musiała trafić Pani na specyficzną środę. Zwykle przynajmniej jeden z radnych dyżuruje. Zresztą to nie jest tak, że z mieszkańcami naszego miasta spotykamy się tylko raz w tygodniu. Spotykamy się częściej w różnych miejscach i sytuacjach, zawsze mogą się z nami umówić.
A w jaki sposób się umawiają, skoro ani na stronie internetowej, ani na tablicy informacyjnej w urzędzie nie ma żadnego numeru kontaktowego do radnych PO?
- No niemożliwe, w takim razie ja to sprawdzę. Zresztą wielu wyborców po prostu ma nasz numer. No pani też skądś ten numer ma.
Dyżury macie w godz. 12-13. Czy to w porządku planować je w godzinach pracy?
- Ja mogę się tłumaczyć za siebie. Zgłaszam zwykle do przełożonego, że wychodzę na dyżur i odpracowuję tę godzinę. Poza tym wielokrotnie mi się zdarza, że pracuję w weekendy, w soboty, tak że po prostu te godziny sobie wtedy odbieram. Myślę, że tak samo robią moi koledzy.
Czy przewodniczący udzieli reprymendy radnym PO?
- Z pewnością porozmawiamy o tym. Musimy tak ustalać nasze dyżury, żeby zawsze ktoś był.
Rozmowa z Janem Maniakiem, radnym PiS
Albo Pani ma pecha albo ja
Anna Jurek: Czekałam na Pana w czwartek, miał Pan mieć dyżur.
Jan Maniak, radny PiS: No, akurat tak pani trafiła, że mnie nie było.
To znaczy, że zwykle Pan jest?
- W ostatnim czasie miałem trochę problemów i naprawdę nie mogłem, ale zawsze staram się być. I to nie tylko w urzędzie miejskim spotykam się z mieszkańcami Radomia. Nawet, jak jestem w kościele, na ulicy to zawsze znajdę czas, jak ktoś podejdzie i chce porozmawiać. Zresztą na dyżurach i tak nie ma dużej frekwencji.
Elektorat nie przychodzi?
- Może godzinę nieodpowiednią wybrałem? Nie wiem, czy to pani miała pecha, czy ja.
Źródło: Gazeta Wyborcza Radom