Studia: przygoda czy produkcja magistrów?

oprac. Karolina Stasiak, Anna Jurek
19.10.2009 , aktualizacja: 19.10.2009 15:48
A A A Drukuj
Wyższa Szkoła Wstydu. Z jakością kształcenia w radomskich uczelniach jest źle - wynika z opinii na forum internetowym "Gazety". O to, jak oceniają swoje uczelnie, zapytaliśmy studentów

Fot. Karolina Falkiewicz / Agencja Gazeta
ZOBACZ TAKŻE
Dyskusje o radomskich szkołach wyższych toczą się w kilku wątkach na internetowym forum "Gazety". Przeważają opinie negatywne, internauci skarżą się głównie na niski poziom kształcenia. Często pojawia się zarzut, że tak naprawdę chodzi tylko o ich pieniądze. Ale są też opinie zadowolonych absolwentów.

Internauta Elitarny napisał wprost: „w ogóle stwierdzenie »studiowanie w Radomiu « jest mocno naciągane”. Zonk opisał, jak zdaje się egzaminy w Wyższej Szkole Biznesu im. bp. Jana Chrapka: „Jeśli nie zdali za pierwszym razem, zdadzą za czwartym, ósmym... przyjdą, nie ruszą żadnego zadania, a za dziesiątym razem wykładowca dostanie mdłości na ich widok i wpis da, bo to prywatna uczelnia, więc cóż - żyje z czesnego owego studenta (...)”.

Gosia dodaje: "Trzeba mieć wyspecjalizowaną kadrę (...), a takiej ta szkoła nie ma, gdyż nie płaci nauczycielom i nikt nie chce w niej pracować. (...) Zobacz plan zajęć, wykłady w naszej grupie prowadzili nauczyciele z tytułem MAGISTRA i teraz nikt wpisów w indeksie nie chce uznać i szukam uczelni do kontynuacji nauki i mam problem, a rankingi mówią same za siebie, spadek o 20 miejsc".

"To prawda, że ze szkoły odeszło wielu wspaniałych wykładowców i równie uczciwych pracowników. Ale w tej szkole nie liczą się umiejętności (...). Tym ludziom, którzy czekali i czekają na swoje pobory, należy współczuć, ale kto się nimi przejmuje, ważne, żeby kasa z czesnego trafiała do tych głównych kieszeni, reszta się nie liczy. (...) Atmosfera w szkole faktycznie jest przyjemna, ale to dzięki wysokiej kulturze niektórych pracowników i części wykładowców. Z powyższych wypowiedzi władze szkoły powinny wyciągnąć wnioski i nie zagarniać kasy tylko dla siebie, ale dzielić ją w odpowiedni sposób, inaczej szkoła straci na popularności i dopiero wtedy będzie żal... ".

Student WSB polemizuje z tymi sądami: "Jak czytam wasze komentarze, to aż śmiać mi się chce!!! Ja studiuję tak już jakiś czas i nie zaobserwowałam nic niepokojącego, wręcz przeciwnie, kadra znakomita, m.in. dr hab. Dariusz Dudek, prof. KUL - kierownik Katedry Prawa Konstytucyjnego i wielu, wielu innych (...)".

O Wyższej Szkole Handlowej w Radomiu internauta Absolwent WSH napisał tak: "Witam, moim skromnym zdaniem WSH to uczelnia oszustów i naciągaczy". Ktoś inny o nicku Magister dodaje: "Nie mogę tych bredni czytać na temat WSH, jestem dumna, że dane mi było być absolwentem tej uczelni. Jeżeli jest się pracowitym, bo ta cecha jest bardzo potrzebna - bo na tej uczelni trzeba solidnie pracować na dobre wyniki, ja sprostałam (...), miło jest mieć bardzo dobre wyniki w WSH i takie same na magisterium na innej uczelni (państwowej)".

XYZ o Radomskiej Szkole Wyższej napisał: "koleżanka z fizjoterapii z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego na praktykach miała u nas w szpitalu okazję napatrzeć się na absolwentów radomskiej fizjoterapii - załamała się (...). Nie znają nawet podstawowych porażeń mięśni, nie mówiąc już o wykonywaniu zabiegów. Nie wiem, co oni tam robią, na pewno się nie uczą".

"A ja dobrze sobie radzę w banku w Warszawie jako była studentka WSFiB (obecnie RWS) w Radomiu" - polemizuje z nim Była Studentka.

Maciek,

I rok dziennikarstwa i komunikacji społecznej WSH

Po pierwszych zajęciach miałem wrażenie, że nie pasuję do tej szkoły, a raczej do ludzi, którzy tam uczęszczają. Zupełnie odmienne poglądy, styl, podejście do życia. Ale poznałem parę osób, z którymi utrzymuję kontakt i jest póki co dobrze. Co do wykładowców, to uważam, że są bardzo dobrzy. Przekazują nam wiedzę w sposób jasny i zrozumiały dla zwykłego studenta. Prowadzą zajęcia na luzie, jednocześnie wykazując się pełnym profesjonalizmem. Zaliczenie jest przeważnie w formie testu pisemnego. Uczyć się trzeba z notatek, ale wszystkie książki, z których korzystają nauczyciele, znajdują się w bibliotece.

Piotr,

absolwent administracji na Politechnice Radomskiej

Poziom wiedzy wykładowców mogę określić jako bardzo zróżnicowany. Jedni są kompetentnymi osobami, znającymi świetnie zagadnienia, o których mówią. Inni zaś sprawiają wrażenie ludzi średnio zorientowanych w temacie. Ale sądzę, że tak jest też na innych uczelniach w kraju.

Student na PR ma pochłaniać wiedzę tylko i wyłącznie teoretyczną. Nie popiera się jej żadnymi przykładami, ogólnie mówiąc, zero praktyki. Do tego nauczyciele wykładają często bez zbytniego zaangażowania.

Z zaliczaniem przedmiotów bywało różnie. Niektórzy wykładowcy przy wystawianiu ocen kierowali się aktywnością studenta na zajęciach, inni przeprowadzali niezwykle trudny egzamin ustny, na który szło się jak na ścięcie. Niektórzy zaś w swoich wypowiedziach byli niezwykle "bezpośredni". Ciężarna studentka, gdy nie poszło jej na egzaminie, usłyszała od egzaminatora sugestię: "Ja na pani miejscu zamiast nogi szeroko rozkładać, to lepiej bym książkę szeroko rozłożył". Cała uczelnia o tym huczała.

Magda,

absolwentka filologii polskiej w Kolegium Licencjackim UMCS

Według mnie poziom filii lubelskiego uniwersytetu nie jest za wysoki, ale też nie był nigdy niski. Bez problemu dostałam się na studia dzienne do Krakowa, a tam dobrze sobie radziłam. W Kolegium brakowało mi wyboru dodatkowych przedmiotów, bardziej praktycznych. Na UJ studia bezpłatne były rzeczywiście bezpłatne. W Kolegium co semestr musieliśmy płacić za każdą specjalizację (nauczycielką i redaktorsko-medialną) po kilkaset złotych.

Martyna

studentka Kolegium Licencjackiego UMCS

Czasem mam wrażenie, że Kolegium nie jest profesjonalnie przygotowane na kształcenia. Jest nas mało i dlatego chyba nikt się nami nie przejmuje. Nie ma kto się zająć sprawami studenta, nie są organizowane żadne imprezy, wycieczki czy obozy zerowe, jak to bywa na prawdziwych uniwersytetach.



Płacisz za studia? Uważaj i sprawdzaj umowę

Uczelnie mają obowiązek podpisywania umów ze studentami, którzy płacą za naukę. Na co student powinien zwrócić uwagę, podpisując taką umowę?

Umowa powinna określać zasady odpłatności za studia: wysokość i termin uiszczania czesnego i innych opłat, na przykład: za powtarzanie zajęć z powodu słabych wyników w nauce, powtarzanie roku, semestru, a także odpłatności za wydawanie dokumentów, m.in. legitymacji. W kontrakcie powinny znaleźć się także szczegółowe informacje dotyczące sytuacji, w których możliwe jest podwyższenie opłaty za studia. Student powinien mieć wówczas prawo do tego, żeby ze studiów zrezygnować.

W umowie uczelnia powinna wymienić obowiązujące przedmioty i liczbę oraz godziny zajęć. Nie może być takich sytuacji, że liczba godzin jest zmniejszana w trakcie roku akademickiego albo że uczelnia wycofuje przedmiot lub go przesuwa na dalsze lata. Jeśli szkoła nie wywiązuje się z obowiązku, odpowiada za niedotrzymanie warunków umowy.

Im bardziej ogólne warunki umowy, tym gorzej dla studenta. Studenci, którzy mają wątpliwości czy umowa zawarta z uczelnią nie narusza prawa, mogą zwrócić się o bezpłatną poradę do miejskiego rzecznika konsumentów, którego siedziba znajduje się w urzędzie miejskim przy ulicy Reja 5.

Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

  • Studia: przygoda czy produkcja magistrów? michnikowszczyzna_to_zgnilizna 19.10.09, 18:22

    Forum internetowe Gazety to rynsztok.Jak ktoś przy zdrowych zmysłach cośtakiego może brać za coś poważnego.Uwaga wszyscy rektorzy szkół wyższych wRadomiu.Sami widzicie że nie można poważnie»

  • Studia: przygoda czy produkcja magistrów? ulanzalasem 19.10.09, 19:06

    michnikowszczyzna_to_zgnilizna - tatuś pracuje na uczelni i boisz się o posadę?Gdyby komisje (PKA) należycie przeprowadzały swoje kontrole to oceny byłyby w90% "Oceną warunkowa"...a 10% to »