Co szwankowało na pokazach Air Show?

Artur Farbiszewski
2009-09-06 , aktualizacja: 06.09.2009 17:11
A A A Drukuj
Zamieszanie z kontrolami w autobusach, nieplanowana zmiana w programie pokazów i wąskie gardła przy wejściu na lotnisko - o to przede wszystkim można mieć pretensje do organizatorów XI edycji Air Show

Fot. Karolina Falkiewicz / Agencja Gazeta
ZOBACZ TAKŻE
Sobotni ranek w "jedenastce". Na Limanowskiego rozpoczyna się kontrola biletów. Przy dworcu wyjście z autobusu blokuje wsiadająca kobieta. - Co, kolejna kontrola? - mówi nieco zdezorientowany pasażer, który nie może wysiąść. Na uwagę pasażerów, że dosłownie przed chwilą koledzy skończyli pracę, kontrolerka odpowiada: - Przygotujcie się państwo, że w weekend kontrole będą wzmożone.

Bez akcji specjalnej

Z naszych informacji wynika, że wzmożone kontrole trwały w sobotę również w autobusach specjalnych, które jeździły od parkingów na przedmieściach miasta do lotniska. Postój na parkingu był płatny, ale na ten bilet można było potem pojechać autobusem. Problem w tym, że wielu kierowców, nawet gdyby chcieli zapłacić za parking, nie mieliby komu.

- Czekaliśmy ze znajomymi na parkingowego, a w końcu dałem sobie spokój i poszliśmy do autobusu - opowiada Kuba, który przyjechał z Łodzi. Przed mandatem uratowała go znajoma radomianka, która skasowała bilet.

- Zapewniam, że nie planowaliśmy żadnej specjalnej akcji na Air Show. Powiem więcej, apelowaliśmy do firmy Reflex, by nie karać obcokrajowców i rezygnować z kontroli w zatłoczonych autobusach jadących w kierunku lotniska - mówi Kamil Tkaczyk, zastępca dyrektora MZDiK. Dodaje, że po tym, kiedy w sobotę po południu na stronie Air Show pojawiła się informacja urzędu miasta o anulowaniu nałożonych tego dnia kar, nazajutrz kontroli (ale tylko na liniach prowadzących do lotniska) całkowicie zaniechano.

Niekonsekwencja czy elastyczność?

Mandaty jednak się posypały. Co więcej, sama deklaracja UM nie wystarczy do wywinięcia się od kary. Każdy gapowicz będzie musiał wystąpić o jej anulowanie do MZDiK. Co z tymi, którzy już zapłacili, bo nie wiedzieli o geście władz miasta?

- O możliwości zwrotu pieniędzy będziemy informować na naszej stronie, a także poprzez prasę i radio - odpowiada Tkaczyk. Po co to całe zamieszanie? Najpierw kontrole, nakładanie kar, by kilka godzin później wszystko anulować? Na to pytanie Tkaczyk nie chce odpowiadać i odsyła do magistratu. Pytamy więc Ryszardę Kitowską z biura prasowego o to, skąd taka niekonsekwencja?

- Pan mówi niekonsekwencja, a ja uważam, że można mówić o elastyczności w podejmowaniu decyzji. Trudno było przewidzieć, że pokazy sobotnie zostaną odwołane i w niedzielę liczba odwiedzających podwoi się - odpowiada Kitowska. Dodaje, że w sytuacji, kiedy zrezygnowano z niedzielnych kontroli, "byłoby niesprawiedliwe, gdyby pasażerowie w sobotę zostali potraktowani inaczej".

Grzech drugi...

...to zmiana godziny występu Red Arrows. Zaplanowany na niedzielę pokaz brytyjskiej grupy akrobacyjnej odbył się blisko godzinę wcześniej, niż zapowiadano w programie. Tysiące spóźnialskich świetny występ obejrzało w kolejce po bilet. Tylko że wielu z nich wcale nie musiało stać przy kasie. Zgodnie z sobotnią deklaracją organizatorów wejściówki z tego dnia upoważniały do wstępu nazajutrz. Co z tego, skoro ich posiadacze i tak musieli cierpliwie stać ze wszystkimi.

Wszystko przez tłok, który w niedzielne przedpołudnie był tak wielki, że o przeciśnięciu się nie było mowy. To główny zarzut w stronę organizatorów. Na pokazy dostać się można było jednym z czterech wejść, przy których postawiono łącznie 40 kas. Ale choć było ich więcej niż przed dwoma laty, to wejścia, jak dawniej, były zakorkowane.

Sporo do życzenia pozostawiało też nagłośnienie, a raczej złe rozstawienie głośników. Znajdowały się w pobliżu barierek, natomiast zabrakło ich w głębi sektora dla publiczności. Ten mankament dało się odczuć zwłaszcza w sobotę. Ponieważ tego dnia z powodu pogody niewiele działo się na pasie startowym, widzowie ruszyli do barów, żeby się ogrzać i schronić pod parasolami. I wielu z naszych rozmówców, mimo kilkakrotnego komunikatu jeszcze kilka godzin później, nie miało pojęcia ani o oficjalnym odwołaniu pokazów, ani o wolnym wejściu nazajutrz.



PS. Podziękowania dla ekipy Telekomunikacji Kolejowej, która dziennikarzom akredytowanym na Air Show zapewniała łączność. Jeszcze w sobotę na ustawione w namiocie prasowym trzy aparaty stacjonarne patrzyłem z lekką drwiną. W feralnym dniu, kiedy po katastrofie Su-27 na długie minuty padła łączność komórkowa, okazały się wybawieniem dla reporterów.



We wtorkowym wydaniu "Gazety" rozmowa z mjr. Marcinem Rogusem, rzecznikiem prasowym Dowództwa Sił Powietrznych



listy@radom.agora.pl



Podziel się

  • 23 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

  • operatorzy konmórkowi.. acc65 07.09.09, 13:01

    ..dali ciała. Normalnie lokalne BTSy obsługuja do kilku tysięcy abonentów. W czasie Air Show na tym terenie było ze 150 telefonów. Operatorzy kompletnie nie byli przygotowani na taką ilość »

  • hmm... toalety mbrzozka 07.09.09, 13:58

    Toalet było chyba wystarczająca ilość. Można było polepszyć zasady korzystania znich: jedna duża kolejka ale do wszystkich. Stałem w kolejce do kabiny i kolejkasię wlokła niemiłosiernie, a w»

  • Co szwankowało na pokazach Air Show? agawodnik 02.10.09, 21:43

    Mnie wkurzyło to, że w sobote było ciepło, a potem się pogoda popsuła i nie mozna było wyjść na chwile, bo założyć na siebie coś cieplejszego, bo nie można było na ten sam kupiony bilet »