Dyrektor RSS tłumaczy jak naprawić szpital
17.08.2009
, aktualizacja: 17.08.2009 18:16
Pielęgniarki zakończyły strajk. Ale roszczenia płacowe to tylko jeden z problemów Radomskiego Szpitala Specjalistycznego. Placówka musi być restrukturyzowana. Dyrekcja twierdzi, że proces trwa od kilku lat
Magdalena Ciepielak: Pielęgniarki zakończyły strajk. Ulga czy zadowolenie z wygranej?
Andrzej Pawluczyk: Raczej ulga i myślę, że dla obydwu stron.
Podczas strajku usłyszeć można było krytyczne opinie, że 300 pacjentów leczy się przy pomocy półtoratysięcznej załogi.
- Faktycznie, obecnie pracuje ok. 1,5 tys. ludzi, bo na czas strajku, by ratować sytuację, musiałem przyjąć na umowy miesięczne ok. 30 pielęgniarek. Zatrudnionych jest 600 pielęgniarek, 220 to średni personel medyczny, 200 lekarzy, 210 niższy personel medyczny (salowe, sekretarki medyczne), 110 pracownicy obsługi (sprzątaczki, konserwatorzy, dział techniczny), 105 administracja, 16 - lekarze stażyści, 39 - wyższy personel medyczny, nie lekarze, ale farmaceuci, analitycy. Co do obłożenia, to w pierwszym półroczu wynosiło 76 proc. I to obłożenie wystarczyło do tego, byśmy nadwykonali kontrakt z NFZ. Gdybyśmy przyjęli więcej pacjentów, tobyśmy mieli z tego powodu kłopoty...
To znaczy Narodowy Funduszu Zdrowia by za leczenie nie zapłacił?
- Trzeba by udowodnić, że procedury, za które są nadwykonania, to procedury ratujące życie. Bo te są regulowane przez NFZ bez problemu i w 100 proc. Natomiast co do innych, to fundusz może zapłacić w 40 proc. a nawet nie zapłacić, jeśli byłyby to np. procedury planowane.
Czy są jakieś przepisy, które mówią, ile pielęgniarek i lekarzy powinien zatrudniać szpital o określonej liczbie łóżek?
- Są wymogi NFZ dotyczące liczby zatrudnionych specjalistów w poszczególnych oddziałach, poradniach, to samo dotyczy pielęgniarek, i są to wymogi minimalne. Jeśli chodzi o zatrudnienie pielęgniarek, to jest rozporządzenie ministra zdrowia z 1999 r., które określa sposób wyliczenia norm zatrudnienia. My do tej pory opieraliśmy się na standardach opracowanych przeze Akademię Medyczną w Lublinie i wewnętrznych obserwacjach. Ponieważ środowisko teraz upomniało się o wprowadzenie tego rozporządzenia, choć przez 10 lat w szpitalu nikt nie kwestionował naszych wewnętrznych rozwiązań, zobowiązałem pielęgniarkę naczelną i oddziałowe do wyliczenia tych norm do 30 listopada. Mamy je wprowadzić do końca roku.
Z wypowiedzi strajkujących, ale i minister Ewy Kopacz, a nawet samego premiera, wynikało, że szpital nie jest dobrze zarządzany i potrzebna jest restrukturyzacja. Prezydent Andrzej Kosztowniak i Pan mówiliście, że ta restrukturyzacja trwa od trzech lat. Na czym w takim razie ona polega?
- My usiłujemy prowadzić proces restrukturyzacji w taki sposób, żeby jedyną receptą nie stało się zwalnianie personelu. Ładnych parę lat temu w szpitalu był robiony audyt, z którego wynikało, że jeśli chodzi o rezerwę w zatrudnieniu, to jest ona w części białej personelu. Ale musimy wziąć pod uwagę, że jest to rozporządzenie z 1999 roku, a w ub. roku weszła ustawa op-autowa, która ograniczyła czas pracy lekarzy, i nie możemy tutaj dokonywać cięć, trzeba mieć zabezpieczenie. Doszliśmy do wniosku, że możemy pójść w drugą stronę, czyli przez inwestycje w sprzęt wejść w sferę usług lepiej płatnych, procedury wysokospecjalistyczne. Np. w tym roku rozpoczęliśmy zabiegi z elektrofizjologii na kardiologii i jesteśmy drugim ośrodkiem na Mazowszu, który takie zabiegi wykonuje. Namawiamy naszych ordynatorów, by nam przedstawiali propozycje takich specjalistycznych procedur. I chcemy np. za ponad 2 mln zł kupić w tym roku nowoczesny sprzęt dla urologii.
A co z restrukturyzacją zatrudnienia?
- Decyzje będziemy podejmować w końcu roku, gdy znane będą normy zatrudnienia. Trudno jest ograniczać liczbę pracowników wobec wymogów funduszu, bo na przykład od tego roku przy każdej dializie musi być specjalista nefrolog. To zmusiło mnie do wprowadzenia dodatkowego dyżuru. Są też wymogi dotyczące np. zatrudniania psychologów na rehabilitacji. Ale brakuje nam niektórych specjalistów. W kwietniu zlikwidowaliśmy poradnię gastrologiczną dla dzieci, bo nie ma specjalisty w Radomiu, który byłby zainteresowany jakąkolwiek formą współpracy. Brakuje anestezjologów, patomorfologów.
Związki lekarzy i pielęgniarek twierdzą, że ich środowiska nie miałyby nic przeciwko przekształceniu szpitala w spółkę. A Pan?
- Do tego pytania powinien się ustosunkować organ założycielski. Ja powiem tylko, że przy tej wycenie świadczeń i tych wymaganiach płacowych byłoby trudno. My na płace przeznaczamy ok. 80 proc. przychodów.
Czy w innych szpitalach też tak jest?
- Podobno są takie, gdzie na pensje przeznacza się 100 proc., a nawet jeszcze więcej.
To za co leczą?
- To jest właśnie pytanie.
Czyli tylko 20 proc. przychodów przeznacza się na to, by pacjent miał ciepło, wypraną kołdrę, leki, sprzęt jednorazowy. Nie da się odwrócić tych proporcji?
- Cały konflikt polegał na tym, że związki chcą, by na pensje szło ponad 80 proc. A my możemy z organu założycielskiego otrzymywać pieniądze wyłącznie na inwestycje. Pozostałe koszty muszą być pokrywane z wpływów z NFZ. Jest kwestia, jak to zbilansować przy takich oczekiwaniach personelu. W szpitalu przekształconym w spółkę byłoby tak samo. Poza tym do tej pory nie znalazłem nigdzie odpowiedzi na pytanie, co z finansowaniem unijnym, kiedy szpital zostanie przekształcony. Czy nie trzeba będzie pieniędzy zwracać? Niektórzy eksperci twierdzą, że tak.
Andrzej Pawluczyk: Raczej ulga i myślę, że dla obydwu stron.
Podczas strajku usłyszeć można było krytyczne opinie, że 300 pacjentów leczy się przy pomocy półtoratysięcznej załogi.
- Faktycznie, obecnie pracuje ok. 1,5 tys. ludzi, bo na czas strajku, by ratować sytuację, musiałem przyjąć na umowy miesięczne ok. 30 pielęgniarek. Zatrudnionych jest 600 pielęgniarek, 220 to średni personel medyczny, 200 lekarzy, 210 niższy personel medyczny (salowe, sekretarki medyczne), 110 pracownicy obsługi (sprzątaczki, konserwatorzy, dział techniczny), 105 administracja, 16 - lekarze stażyści, 39 - wyższy personel medyczny, nie lekarze, ale farmaceuci, analitycy. Co do obłożenia, to w pierwszym półroczu wynosiło 76 proc. I to obłożenie wystarczyło do tego, byśmy nadwykonali kontrakt z NFZ. Gdybyśmy przyjęli więcej pacjentów, tobyśmy mieli z tego powodu kłopoty...
To znaczy Narodowy Funduszu Zdrowia by za leczenie nie zapłacił?
- Trzeba by udowodnić, że procedury, za które są nadwykonania, to procedury ratujące życie. Bo te są regulowane przez NFZ bez problemu i w 100 proc. Natomiast co do innych, to fundusz może zapłacić w 40 proc. a nawet nie zapłacić, jeśli byłyby to np. procedury planowane.
Czy są jakieś przepisy, które mówią, ile pielęgniarek i lekarzy powinien zatrudniać szpital o określonej liczbie łóżek?
- Są wymogi NFZ dotyczące liczby zatrudnionych specjalistów w poszczególnych oddziałach, poradniach, to samo dotyczy pielęgniarek, i są to wymogi minimalne. Jeśli chodzi o zatrudnienie pielęgniarek, to jest rozporządzenie ministra zdrowia z 1999 r., które określa sposób wyliczenia norm zatrudnienia. My do tej pory opieraliśmy się na standardach opracowanych przeze Akademię Medyczną w Lublinie i wewnętrznych obserwacjach. Ponieważ środowisko teraz upomniało się o wprowadzenie tego rozporządzenia, choć przez 10 lat w szpitalu nikt nie kwestionował naszych wewnętrznych rozwiązań, zobowiązałem pielęgniarkę naczelną i oddziałowe do wyliczenia tych norm do 30 listopada. Mamy je wprowadzić do końca roku.
Z wypowiedzi strajkujących, ale i minister Ewy Kopacz, a nawet samego premiera, wynikało, że szpital nie jest dobrze zarządzany i potrzebna jest restrukturyzacja. Prezydent Andrzej Kosztowniak i Pan mówiliście, że ta restrukturyzacja trwa od trzech lat. Na czym w takim razie ona polega?
- My usiłujemy prowadzić proces restrukturyzacji w taki sposób, żeby jedyną receptą nie stało się zwalnianie personelu. Ładnych parę lat temu w szpitalu był robiony audyt, z którego wynikało, że jeśli chodzi o rezerwę w zatrudnieniu, to jest ona w części białej personelu. Ale musimy wziąć pod uwagę, że jest to rozporządzenie z 1999 roku, a w ub. roku weszła ustawa op-autowa, która ograniczyła czas pracy lekarzy, i nie możemy tutaj dokonywać cięć, trzeba mieć zabezpieczenie. Doszliśmy do wniosku, że możemy pójść w drugą stronę, czyli przez inwestycje w sprzęt wejść w sferę usług lepiej płatnych, procedury wysokospecjalistyczne. Np. w tym roku rozpoczęliśmy zabiegi z elektrofizjologii na kardiologii i jesteśmy drugim ośrodkiem na Mazowszu, który takie zabiegi wykonuje. Namawiamy naszych ordynatorów, by nam przedstawiali propozycje takich specjalistycznych procedur. I chcemy np. za ponad 2 mln zł kupić w tym roku nowoczesny sprzęt dla urologii.
A co z restrukturyzacją zatrudnienia?
- Decyzje będziemy podejmować w końcu roku, gdy znane będą normy zatrudnienia. Trudno jest ograniczać liczbę pracowników wobec wymogów funduszu, bo na przykład od tego roku przy każdej dializie musi być specjalista nefrolog. To zmusiło mnie do wprowadzenia dodatkowego dyżuru. Są też wymogi dotyczące np. zatrudniania psychologów na rehabilitacji. Ale brakuje nam niektórych specjalistów. W kwietniu zlikwidowaliśmy poradnię gastrologiczną dla dzieci, bo nie ma specjalisty w Radomiu, który byłby zainteresowany jakąkolwiek formą współpracy. Brakuje anestezjologów, patomorfologów.
Związki lekarzy i pielęgniarek twierdzą, że ich środowiska nie miałyby nic przeciwko przekształceniu szpitala w spółkę. A Pan?
- Do tego pytania powinien się ustosunkować organ założycielski. Ja powiem tylko, że przy tej wycenie świadczeń i tych wymaganiach płacowych byłoby trudno. My na płace przeznaczamy ok. 80 proc. przychodów.
Czy w innych szpitalach też tak jest?
- Podobno są takie, gdzie na pensje przeznacza się 100 proc., a nawet jeszcze więcej.
To za co leczą?
- To jest właśnie pytanie.
Czyli tylko 20 proc. przychodów przeznacza się na to, by pacjent miał ciepło, wypraną kołdrę, leki, sprzęt jednorazowy. Nie da się odwrócić tych proporcji?
- Cały konflikt polegał na tym, że związki chcą, by na pensje szło ponad 80 proc. A my możemy z organu założycielskiego otrzymywać pieniądze wyłącznie na inwestycje. Pozostałe koszty muszą być pokrywane z wpływów z NFZ. Jest kwestia, jak to zbilansować przy takich oczekiwaniach personelu. W szpitalu przekształconym w spółkę byłoby tak samo. Poza tym do tej pory nie znalazłem nigdzie odpowiedzi na pytanie, co z finansowaniem unijnym, kiedy szpital zostanie przekształcony. Czy nie trzeba będzie pieniędzy zwracać? Niektórzy eksperci twierdzą, że tak.
1
2
następne »
- 21 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Dyrektor RSS tłumaczy jak naprawić szpital
zbyt.kosztowna.wladza
17.08.09, 18:40
Szkoda mi tego dyrektora.Nic facet nie może tak wynika z jego wypowiedzi bo po odpowiedź na trudne pytania wysyła do prezydenta.Jak strajk to prezydent natomiast jemu kazał obrywać po »
Najczęściej czytane24 htydzień




