Koszmarna terapia dzieci

Anna Jurek, Radom
15.02.2012 , aktualizacja: 14.02.2012 20:21
A A A Drukuj
Budynek psychiatrycznego oddziału dla dzieci i młodzieży w Radomiu Fot. Marcin Kucewicz / Agencja Gazeta Budynek psychiatrycznego oddziału dla dzieci i młodzieży w Radomiu
Korzystanie z toalety tylko w wyznaczonych godzinach - kto nie może wytrzymać ''korzysta z koszy na śmieci''. Pacjenci to jednocześnie osoby sprzątające szpital. Rozmowy telefoniczne i kontakt z bliskimi ściśle ograniczony - takie zasady odkrył rzecznik praw pacjenta na oddziale dla dzieci i młodzieży w Szpitalu Psychiatrycznym w Radomiu
Szpital psychiatryczny mieści się Krychnowicach - dzielnicy na obrzeżach Radomia. To kompleks 17 budynków z różnymi oddziałami. Przebywa w nim 650-700 pacjentów. W brzydkim łososiowym budynku zamykane są chore dzieci. Najmłodsze mają dziesięć lat, najstarsi pacjenci oddziału są przed osiemnastką. Łóżek jest 25. Zajmują je nastolatki z upośledzeniem umysłowym, nadpobudliwe i z nakazami sądowymi. Zdarzają się przypadki schizofrenii.

Przedstawiciele Biura Rzecznika Praw Pacjenta przy Ministerstwie Zdrowia we wrześniu przyjechali do Radomia na kontrolę, bo dostawali skargi na działalność szpitala. Po kontroli powstał raport, który poświęcony jest głównie oddziałowi psychiatrycznemu dla dzieci i młodzieży.

Kontrolerzy odkryli tam rygor i kary. Dyscyplina obowiązywała, nawet jeśli chodzi o korzystanie z łazienki. Z raportu rzecznika wynika, że toalety otwierane były tylko w godzinach wyznaczonych przez salowych. Salowy po prostu krzyczał, że teraz toalety są dostępne. Pacjenci opowiadali, że jeśli ktoś się spóźnił, nie ma już możliwości załatwienia potrzeby fizjologicznej. A jeśli nie może wytrzymać: ''korzysta z koszy na śmieci''.

''Z relacji pacjentów wynika, że kąpiel odbywa się tylko w wyznaczone dni tygodnia (poniedziałki, środy i piątki)'' - czytamy w dokumencie rzecznika. Ale najgorszy dla chorych był przymus rozbierania się w obecności grupy.

Kontrola ujawniła też, że pacjenci byli ''angażowani w prace porządkowe i sanitarne na terenie oddziału'', co było wpisane jako ich obowiązek w regulamin oddziału. Istniały dyżury z rozpisanym grafikiem prac. Oceny za pracę nastoletnich pacjentów wpisywane były do specjalnego zeszytu. Za niewypełnienie obowiązku chorzy mieli odejmowane punkty, a za to groziły kary - m.in. utrata przywileju jak spacer czy przepustka.

Personel oddziału pilnował kontaktów dzieci z rodzinami - ktoś z pracowników uczestniczył w ich rozmowach z bliskimi.

Na oddziale dla najmłodszych, ale także w innych częściach szpitala, brakowało mydła i ręczników jednorazowych. Nie było też programów terapeutycznych dla pacjentów.

Rzecznik Praw Pacjenta stwierdza, że w Radomiu doszło do naruszenia praw chorych m.in. prawa do kontaktu z osobą bliską i poszanowania godności i intymności. Są one zapisane w ustawie o prawach pacjenta.

W oficjalnej odpowiedzi na raport dyrekcja szpitala większość zarzutów odpiera. Odpowiedź szpitala biuro rzecznika zamieściło na swojej stronie internetowej. Czytamy w niej, że ''model korzystania z pomieszczeń sanitarnych'' wynika ze względów bezpieczeństwa. Chodzi o to, żeby pacjenci nie niszczyli sprzętu i żeby uniemożliwić ''im dokonywania samookaleczeń ciała, agresji fizycznej i seksualnej''. Dyrektor dodaje, że ograniczenia w korzystaniu z łazienki nie miały tak drastycznych form, jakie opisane są w protokole. Pacjenci mogli prosić o skorzystanie z toalety. Dyrekcja zaprzecza też, że były grupowe kąpiele i że ktokolwiek załatwiał potrzeby fizjologiczne do koszy na śmieci.

Dyrekcja stwierdza też, że osoby, które sprzątały szpital, zgłaszały się do pracy dobrowolnie. ''Podjęcie się takich obowiązków służyło celom wychowawczym'' - czytamy.

A brak mydła? To wynik trudnej sytuacji materialnej szpitala oraz tego, że pacjenci nie dbają o porządek, celowo niszczą artykuły higieniczne lub je spożywają - czytamy w odpowiedzi na kontrolę.

Szpital zapewnia, że do zaleceń kontrolnych już się dostosował. Pacjenci mogą bez ograniczeń korzystać z łazienek i toalet, telefon jest na korytarzu (do tej pory był w dyżurce pielęgniarek). Pacjenci nie będą też wykonywać prac porządkowych w szpitalu, a programy terapeutyczne zostaną uzupełnione.

- Nie jest aż tak źle, jak to zostało opisane w protokole. Powiedziałbym, że to takie widzimisię kontrolujących. Chyba nie wiedzą, jak wygląda praca na oddziale psychiatrycznym - twierdzi Adam Kosior, wicedyrektor szpitala.

Marek Balicki, były minister zdrowia i psychiatra, jest zaskoczony tą historią. - W ustawie o ochronie zdrowia psychicznego jest wyraźnie napisane, że samo bycie pacjentem nie może być podstawą do ograniczenia jakichkolwiek praw. Szpital to nie jest zakład karny. Tam kar się nie stosuje. Nie wolno ograniczać dostępu do toalet, obowiązkowe prace porządkowe na rzecz szpitala są niedopuszczalne - mówi.

Raport o szpitalu wstrząsnął Radomiem. Włodzimierz Wolski, szef tamtejszego Ośrodka Interwencji Kryzysowej, nazywany lokalnym rzecznikiem praw dziecka komentuje: - Oddział psychiatryczny to nie poprawczak! Owszem trafiają tam dzieci agresywne, które sprawiają problemy, ale jest to wynik ich choroby. One nie mogą być za to karane, mają być leczone. Każdy wymaga indywidualnego podejścia. Na tym polega skuteczna terapia.

Szpital podlega marszałkowi województwa mazowieckiego. Po raporcie skierował tam swoją kontrolę. - Dyrekcja placówki zapewniła, że dostosowała się do zaleceń. Teraz z pewnością częstsze kontrole w szpitalu - mówi Marta Milewska, rzeczniczka prasowa urzędu marszałkowskiego.

Kontrolę do szpitala wysłał też mazowiecki NFZ. Oddziałem dla dzieci i młodzieży kieruje wciąż ta sama ordynatorka co w zeszłym roku.

Podziel się

  • 31 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    44 głosy

  • Koszmarna terapia dzieci sigm_0 15.02.12, 12:16

    co do zasady powinno pójść za tym prywatne oskarżenie o znęcanie się »

  • Koszmarna terapia dzieci pacynka0258 15.02.12, 14:11

    To jest Polska właśnie»

  • Koszmarna terapia dzieci kawior.astrachanski 15.02.12, 16:19

    Przebywałem w tym ośrodku niecały rok jako szesnastolatek. Dopiero teraz jako człowiek dorosły mogę porównać klimat tam panujący do opisywanego w "Locie nad kukułczym gniazdem". Apele, kary,»